Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Historia
"2 września 1863 r. pod Biłgorajem"

Dzień 2 września 1863 roku zapisał się w historii naszego miasta jako pewne wydarzenie nazywane często w literaturze przedmiotu "Bitwą pod Biłgorajem", choć z dzisiejszego punktu widzenia wypadałoby użyć nazwy potyczka.

Zachowało się do dnia dzisiejszego wiele źródeł opowiadających o tym wydarzeniu. Niemal w każdym poważniejszym opracowaniu na temat Powstania Styczniowego można znaleźć choćby tylko krótką wzmiankę o tej potyczce. Warto by przyjrzeć się bliżej temu zdarzeniu.

A oto szczegóły. Powstanie trwa już ponad pół roku, stoczono wiele bitew i potyczek. Biłgoraj położony wśród wielkiego kompleksu leśnego - Puszczy Solskiej, a w dodatku nieopodal granicy między zaborami, wielokrotnie był odwiedzany przez oddziały powstańcze. W sierpniu, na spotkaniu dowódców powstańczych w Krakowie z Romualdem Trauguttem (specjalnym wysłannikiem Rządu Narodowego) ustalono kierunki działań wojskowych podczas nadchodzących jesiennych miesięcy.

Generał Aleksander Waligórski pełniący wówczas funkcję naczelnika wojskowego województwa lubelskiego miał przygotować wyprawę z Galicji w Lubelskie. Prawe skrzydło tej wyprawy miał stanowić oddział organizowany przez słynnego już pułkownika "Lelewela" - Marcina Borelowskiego.

W nocy z 25 na 26 sierpnia 1863 r. zasadnicza część oddziału "Lelewela" przekroczyła granicę pod wsią Luchowem, niedaleko Tarnogrodu. Następnie oddział przeszedł lasami wzdłuż granicy do Różańca, gdzie połączył się z grupą ochotników prowadzonych przez kapitana Aleksandra Stępnickiego i rotmistrza Augustyna Valentin. Dalej powiększony oddział ruszył przez Babice do Józefowa. W założonym obozie pod miastem dokończono organizacji oddziału, który liczył wówczas ok. 250 strzelców, 40 kosynierów i 150 kawalerii. Szefem sztabu był major Valish, Węgier, a podszefem również Węgier major Edward Nyari. Piechotą dowodził podpułkownik Grudziński, a kawalerią major Kwaskowski.

Na wieść o zbliżającym się nieprzyjacielu oddział Lelewela opuścił stanowisko pod Józefowem kierując się na Biłgoraj. Przytoczmy tu ciekawe wspomnienia 13- letniego powstańca Feliksa Wiktora Riedla:

"Skoro świt ruszyliśmy ku Biłgorajowi. Okropne tutaj piaski, nędzne zboża. Prywatną drogą ledwieśmy iść mogli, takeśmy grzęźli w piasku. Taką drogą iść dwie, trzy godziny to się człowiek bardziej zmorduje jak gdzie indziej przez cały dzień. A cóż tu mówić o ciężarnych wozach - czasem prawie po osie zapadały. Niekiedy rozciągają się takie piaski na dobre pół mili i nie zobaczysz tam na nich trawki zieleniejącej się, ale tylko łyse góry piaszczyste wznoszące się na 2 do 3 sążnie wysokości formując piękny stożek jakby głowy cukru. (...) Około południa stanęliśmy obozem o jakie pół mili od Biłgoraja. Był to browar na czystym polu, pole zaś rozciągające się w cztery strony na kilka tysięcy kroków zamykały sosnowe lasy."

Ciekawą relację pozostawił kapitan Zdzisław Skłodowski, adiutant Lelewela (relacja z dnia 15 września 1863 r.):

"Pochód nasz odbywał się w największej tajemnicy; ok. południa 1 września posunęliśmy się o pół mili od Biłgoraja do osady, zwanej Wolą Biłgorajską. Nad wieczorem z rekonansem, złożonym z kozaków oddziałowych udałem się do tego miasta, a zabrawszy kasę donacyjną Płatonowa na rachunek podatku narodowego, oraz zdatnych do broni ochotników, powróciłem nad ranem do obozu. W Biłgoraju powziąłem wiadomość, że oddział majora Ćwieka, ścigany przez znaczne siły moskiewskie, znajduje się w okolicy. Bliższe jednak szczegóły nie były wiadome."

Aby ułatwić przejście granicy i organizację oddziału pułkownikowi Lelewelowi, generał Waligórski polecił majorowi Ćwiekowi - Kajetanowi Cieszkowskiemu (będącemu wówczas z oddziałem w Sandomierskiem) przeprawić się przez Wisłę i powrócić do województwa lubelskiego kierując się do granicy Galicyjskiej, aby w ten sposób skupić na sobie uwagę wojsk rosyjskich.

A w obozie pułkownika Lelewela - jak wspomina dalej Feliks Riedl - "Po krótkim odpoczynku cały oddział wyszedł na musztrę. Porozrzucane kompanie na wszystkie strony uganiały po ścierni jakby za Moskalem. Jedne kolumny skupione pędzą na bagnety, inne rozsypane, czołgając się, podchodzą pod nieprzyjaciela, ci znowu rozsypani w tyralierkę zbiżają się do lasu. Patrząc na połyskujące się bagnety, kosy, na uwijających się dowódców, to człowiek aż rósł z radości i pragnął się spotkać zaraz z Moskalami."

Naczelnik Powiatu zamojskiego napisał w raporcie do Gubernatora Cywilnego w Lublinie:

"Burmistrz miasta Biłgoraja raportem z d. 22.08/03.09. rb. Nr 856 doniósł, że w dniu 20.08/01.09. rb. Około godziny 10-ej w nocy od strony ulicy Zamojskiej przybyło konno do miasta Biłgoraja ludzi silnie uzbrojonych do 30-tu z partii Lelewela, którzy zabawili kilka godzin bo do godziny 2-ej w nocy, w trakcie tym kilkunastu z nich udało się do dworu biłgorajskiego i tam zarekwirowali i zabrali gotowizną rs 5, kopiejek 771 - oprócz tego zabrali ludzi młodych do partii powstańców jako to: Gustawa Dąbrowskiego, Marcelego Piramowicza, Władysława Kuczarskiego, Matusza Lipińskiego, Andrzeja N. i Andrzeja Pacoń, czeladników kominiarskich, Józefa Poterańskiego stolarza, Piotra i Józefa NN. Czeladników kowalskich, jako też przyaresztowali: Duchińskiego Burmistrza, Kłapińskiego Ławnika kassyera, Borkowskiego Rządcę Dóbr Biłgoraja tudzież Ludwika Jabłońskiego majstra kominiarskiego; i po godzinie 2-ej po północy udawszy się z temi osobami do wsi Woli, tam dopiero po godzinie 4-ej uwolnili Burmistrza i Kassyera oraz i Borkowskiego, a resztę ludzi zatrzymali. Partya powstańców we wsi Woli, jak Burmistrz utrzymuje, była pod dowództwem Lelewela i liczyła do 2000, - nastźpnie po przybyciu Burmistrza do Biłgoraja około godziny 6-ej rano, w dniu nastźpnym 21 sierpnia/ 2 września znów o godzinie 11 1/2 rano wpadło kilkunastu powstańców do miasta Biłgoraja, jakoś zaraz z lasu na drodze ku Janowowi i Frampola wyszła ta partya o godzinie 12-ej w południe i przeszedłszy w poprzek pola Biłgorajskie i Bojarskie we wsi Bojarach pod miastem Biłgoraj położonej, ulokowała się za miastem pomiędzy wsią Bojarami, a w lesie i pod lasem obozowała od godziny 7 1/2 po południu, których to powstańców było około 1000. - W trakcie tym zabrali oni ze sobą do partii powstańców z miasta Biłgoraja młodego Romana Kościelskiego - Następnie przybyłe wojsko Rosyjskie z traktu Janowskiego pod dowództwem Majora Sztenberga o godzinie 7-ej po południu stoczyło z niemi bój, skutkiem czego powstańcy do lasu schronili się."

Stefan Bryczkowski powstaniec z oddziały Ćwieka pisze w swoim pamiętniku:

"Przyciągnęliśmy pod Biłgoraj i stanęliśmy w lasku pod miastem, przyjmowali honeste przez obywatelstwo okoliczne, a zwłaszcza przez mieszczaństwo biłgorajskie i owe słynne z piękności i zgrabności biłgorajanki, które wówczas chodziły w swych tradycyjnych ubiorach. Było tam bardzo wesoło, śpiewaliśmy chórem różne pieśni, my swoje, a biłgorajanki swoje, gdy nadleciały pikiety i dały znać, że nieprzyjaciel się zbliża. Ja byłem wolny od dyżuru, więc polecono mi tylko wyprowadzić w porządku i bezpieczeństwie naszych gości, co mi się doskonale udało. Tymczasem już dobrze z południa nadciągali Rosjanie i rozwinąwszy się długą szarą linią zaczęli ogień z daleka. Nasza piechota, rozstawiona w tyralierkę w lesie, z rzadka się odstrzeliwała jakby od niechcenia; po paru godzinach takiej zabawy nieprzyjaciel z okrzykami "uraaa!", uderzył na nas i przybliżył się na jakie 300 kroków; wtedy dopiero nasza piechota zaczęła się bronić na serio. I z naszej strony rozpoczął się gęsty ogień karabinowy; usłyszawszy go, podjechałem bliżej, tak manewrując, żeby się za grubszymi sosnami ukrywać. Gdy wyjechałem na skraj lasu, zobaczyłem już nieprzyjaciela w pełnym odwrocie, krzyczącego jednak: "uraaa!", jeszcze głośniej niż przy ataku. Jechałem przez ciekawość zobaczyć, co się dzieje, ale była to dziwna bitwa, w której ani jednego świstu kuli usłyszałem, choć dość gęsto strzelali. Cofnęli się tedy aż na skraj horyzontu, usiawszy pole zabitymi i rannymi, a ciągle krzycząc: "uraaa!". Tak się ta bitwa dla nas zupełnie bezkrwawo i szczęśliwie zakończyła. Z naszej strony nie było zupełnie zabitych, ani rannych, a oni kilkudziesięciu ludzi stracili, bo byli w czystym polu, a my doskonale ukryci, i to takim, jak by był na zamówienie stworzony, bo i gęsty, i stary. Tymczasem zmierzch zapadł, pozbierawszy tedy na polu porozrzucane karabiny i ładownice, ruszyliśmy dalej, a nieprzyjaciel o owej bitwie podobno ogromny raport posłał, jako o wielkim swoim zwycięstwie. W marszu słyszałem, jak paru młodych powstańców rozmawiało, twierdząc, że przecież bitwa to nic strasznego, bo my bijemy, a oni nie. Rzeczywiście, co oni ze swymi kulami robili, nie wiadomo, bo i żuawi, którzy najbliżej od nich byli, opowiadali, że mimo gęstego ognia, świstu kul mało co było słychać."

Ludwik Weeber, adiutant oddziału Ćwieków, w dzienniku oddziału zanotował na gorąco: "1 września - o 2 i 1/2 w nocy wymarsz do Momot (z Lipy) - podczas marszu dopełniono na złapanych 31-go dwóch objezdczykach wyrok śmierci przez powieszenie - spoczynek w Momotach - ubóstwo w okolicy czuć się daje - do tego piaski i upał nieznośny - o 5-ej po południu wymarsz do Bukowy - nocleg w lesie.

2 września - o 6-ej z rana marsz ku Biłgorajowi - odjazd szefa - spoczynek pod Biłgorajem - napad moskali - kotły wlano - nasze tyraliery przez 2 godziny z szefem na czele utrzymują ogień, zakrywając odwrót ku Bukowej - Moskali 4 roty było, 2 działa - Bukowej spotkanie z Lelewelem - Doliński przyszedł z rekonesansu spod Modliborzyc."

Sprawcą zamieszania wśród wojska rosyjskiego był rekonesans wysłany z Biłgoraja z obozu Lelewela pod dowództwem kapitana Skłodowskiego, który kilka dni później napisał:

"Dnia 2 września nad ranem oddział nasz odsunął się o pół mili, i zajął w lesie bojową pozycję. Nad wieczorem dla powzięcia wiadomości o oddziale Ćwieka, i dla zaopatrzenia żołnierzy w żywność, po raz drugi udałem się do Biłgoraja z kapitanem Stępnickim i z dwoma plutonami jazdy, dowodzonymi przez rotmistrza Valentin. W pół drogi, w miejscu, gdzie dnia poprzedzającego oddział nasz stał obozem, usłyszeliśmy gęsty ogień tyralierski a następnie działowy. Po krótkiej naradzie i powzięciu wiadomości, że Moskwa bije się z jakimś oddziałem naszym pod Biłgorajem postanowiliśmy jednozgodnie zaalarmować od tyłu lub z boku Moskali i tym sposobem zrobić silną dywersję. Obok tego posłaliśmy natychmiast wiadomość do pułkownika o tem co zaszło, czego podjął się oficer Seweryn Skrz.. Szybkim kłusem wysunęliśmy się z lasu przylegającego do samego miasta, i ujrzeliśmy Moskwę, nacierającą natarczywie na oddział cofający się ku lasowi, z drugiej strony miasta rozciągającemu się. Nie było wątpliwości że to oddział Ćwieka rejterował z Biłgoraja, gdzie posilał się po forsownym marszu i gdzie zeszły przeważnie siły moskiewskie. Bez straty czasu uszykowaliśmy się dwójkami popędziliśmy ku miastu, kierując się na tył nieprzyjaciela. Moskwa spostrzegłszy wysuwającą się z lasu konnicę, poruszyła natychmiast swoją kawalerię, z kozaków i ułanów złożoną, i szybkim zwrotem podsunęła ku nam swoją artylerię. Kartacze jednak przenosiły nas znacznie i tylko zabiły kilka sztuk bydła, pasącego się za miastem na niwie. Tymczasem oddział Ćwieka korzystając z osłabionego ataku i pory wieczornej, znikł wśród lasu w wzorowym porządku. My przeto pozostaliśmy na polu, a ponieważ kozacy zaczęli nas oskrzydlać, zwróciliśmy się również do lasu, kierując się ku obozowi. W pół drogi (była godzina 8 1/2 wieczorem) spotkaliśmy całą naszą kawalerię, prowadzoną na plac boju przez rotmistrza Władysława Rylskiego, a zawiadomiwszy go o rezultacie zaszłej potyczki, powróciliśmy do obozu nie mając ani zabitych ani rannych."

Na zakończenie warto przytoczyć fragment raportu jaki napisał w swoim życiu pułkownik "Lelewel" Marcin Borelowski: "W dalszym ciągu raportu mego przesłanego na ręce komisarza mam zaszczyt donieść, że po dwudniowej organizacji opuściłem pogranicze galicyjskie i pragnąc się przedrzeć w głąb kraju udałem się w kierunku miasta Józefowa. Rekonesanse wysłane w rozmaite strony przynosiły wiadomości niedokładne o poruszeniach oddziałów moskiewskich, które pragnęły mnie otoczyć i wypchnąć na powrót za granicę galicyjską. Nie mając możności zasięgnąć dokładniejszych wiadomości, a nie chcąc stracić na czasie postanowiłem, nie czekając niedoszłych mnie jeszcze transportów posuwać się wciąż dalej, ażeby się przedrzeć przez łańcuch oddziałów moskiewskich, zanim się one skupić zdołają i zanim potrafią mnie otoczyć. Kiedym stanął pod Biłgorajem, już Moskwę miałem z tyłu za sobą. W tymże czasie dowiedziałem się, że spod Kraśnika mjr Ćwiek zbliża się ku mojemu stanowisku. Rekonesans mój wysłany z obozu do Biłgoraja pod tym miastem usłyszał o godzinie 6 1/2 wieczorem żywy ogień karabinowy przeplatany strzałami działowymi. Rekonesans ten w sile 30 koni pod dowództwem poruczników Stępnickiego i Skłodowskiego kłusem ruszył na plac boju i przekonał się, że to Moskwa następuje na cofający się nasz oddział z miasta ku lasom. Pokazanie się z boku mojej konnicy powstrzymało nieprzyjaciela, a skierowany przeciwko niej ogień działowy pozwolił mjr Ćwiekowi cofnąć się w największym porządku. Na wiadomość o utarczce pod Biłgorajem przesłaną mi przez żołnierza z rekonesansu wysłałem natychmiast całą konnicę pod dowództwem rotmistrza Rylskiego, ale ten od powracającego rekonesansu dowiedziawszy się o końcu bitwy powrócił do obozu. Nazajutrz mjr Ćwiek złączył swoje siły z moimi i udaliśmy się do wsi Panasówki."

Tomasz Brytan

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: