Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Historia
Dzieje Biłgoraja

Udział miasta w wydarzeniach dziejowych

Wydarzenia dziejowe, jakże liczne w XIX w., odbijały się nie tylko na stosunkach miejskich i życiu mieszkańców Biłgoraja, lecz wciągały ich także niekiedy w orbitę bezpośrednich wypadków. Rozwinęły się również na terenie miasta, zwłaszcza na przełomie XIX i XX w., lokalne stosunki polityczne. Niestety, dla pierwszej połowy XIX stulecia nie zachowały się żadne źródła o charakterze opisowym umożliwiające naświetlenie tych spraw. Na dzieje Biłgoraja w czasach Księstwa Warszawskiego i w okresie powstania listopadowego historyk może spojrzeć jedynie przez pryzmat znajdujących się w aktach miejskich dokumentów o charakterze finansowym, które zarejestrowały wydatki i ofiary poniesione przez miasto.

Z zaboru austriackiego Biłgoraj wraz z całą Lubelszczyzną został wyzwolony w maju 1809 r. dzięki zwycięskiej ofensywie armii Księstwa Warszawskiego na czele z księciem Józefem Poniatowskim. Krótki, zaledwie kilkuletni, okres Księstwa Warszawskiego przyniósł mieszkańcom odnowę swobód narodowych, z drugiej jednak strony nałożył nań liczne ciężary na rozbudowę i utrzymanie armii. Nasiliły się one zwłaszcza podczas wyprawy Napoleona na Moskwę. Za uzbrojenie i umundurowanie gwardzistów, strzelców i jeźdźców musiało miasto zapłacić 1873 złp. Gdy wielka armia poniosła klęskę, a do kraju w grudniu 1812 r. powróciły jedynie niedobitki 100- tysięcznego wojska polskiego, tylko książę Józef Poniatowski, wiążąc na dobre i złe losy Polaków z Napoleonem, nie rezygnował z oporu, uzbrajając i zaopatrując twierdzę w Zamościu i Modlinie. Miały one stawić opór nadciągającym wojskom carskim. Na zaopatrzenie w mięso załogi twierdzy modlińskiej dostarczył wówczas Biłgoraj wołów za sumę 3600 złp.

W lutym 1813 r. wojska rosyjskie zajęły Lubelszczyznę. Bohaterski opór stawiała oddziałom nieprzyjacielskim twierdza zamojska, która broniła się do listopada tegoż roku. W czasie oblężenia twierdzy niektóre oddziały rosyjskie stacjonowały w Biłgoraju. W mieście znajdował się lazaret dla rannych i chorych żołnierzy carskich. Władze miejskie musiały zaprowiantować stacjonujące oddziały oraz dostarczyć im wszystkich niezbędnych do życia środków. Dostawy dla wojska zarówno polskiego, jak rosyjskiego, za które nigdy nie otrzymano zapłaty, zubożyły na długie lata miasto i jego mieszkańców. Mówi o tym wyraźnie jedna z suplik z 1821 r.: "[...] a do tego obywatele i mieszkańcy wycieńczeni w czasach wojennych na dostarczenia dla różnych wojsk w sumie do likwidacji złp 124171 podanych, tak że przeszło za 100 mieszkańców w najbiedniejszym aż dotąd zostających stanie podatki bieżące etatowe przez dobrowolny na nas przyjęty rozkład za nich rządowi opłacamy".

Mimo ofiar i strat materialnych poniesionych przez mieszkańców miasta w epoce napoleońskiej na wieść o wybuchu powstania listopadowego biłgorajanie bez wahania opowiedzieli się za władzą narodową. Już w pierwszych dniach grudnia sześciu dymisjonowanych żołnierzy - mieszkańców Biłgoraja udało się na polecenie Komitetu Obywatelskiego do Lublina i wstąpiło w szeregi organizowanej wówczas Straży Bezpieczeństwa. Miasto wysłało także 42 ludzi, którzy przez pięć dni byli zatrudnieni przy robotach fortyfikacyjnych prowadzonych przez płk. Ignacego Prądzyńskiego w twierdzy zamojskiej. Zakupiono także za sumę 320 złp bydło dla zaprowiantowania tejże twierdzy. Gdy w murach Zamościa przebywał w marcu i kwietniu 1832 r., już po rozpoczęciu się wojny polsko- rosyjskiej, maszerujący na Wołyń korpus bohatera spod Stoczka, gen. Józefa Dwernickiego, miasto zakupiło dla jego żołnierzy buty i płótno na koszule za 375 złp. Wielokrotnie dostarczało także żywność i furaż do magazynów wojskowych w Józefowie i Rachowie oraz zaopatrywało przechodzące przez Biłgoraj oddziały wojska polskiego.

Nie brakło biłgorajan na polach bitewnych. Do służby w szeregach wojska polskiego przygotowywali się oni w miejscowym oddziale gwardii ruchomej, któremu na naukę musztry dostarczono 100 drewnianych karabinów. Miasto wystawiło także na własny rachunek i wyekwipowało kompletnie trzech jeźdźców, wcielonych następnie do oddziałów regularnych. Ponadto w szeregach wojska polskiego służyło 25 podoficerów i żołnierzy z Biłgoraja, których małżonkom władze miejskie wypłaciły zapomogi. Gdy 26 lutego porucznik Bulewski na czele oddziału z twierdzy zamojskiej przepędził Rosjan z Janowa, ustanowiony tam garnizon polski został wzmocniony wysłanymi z Biłgoraja strzelcami i pikinierami. Widomym znakiem patriotycznych nastrojów mieszkańców Biłgoraja była chorągiew z Białym Orłem powiewająca nad gmachem Urzędu Municypalnego.

Miasto dzięki bliskiemu sąsiedztwu potężnej twierdzy zamojskiej cieszyło się wolnością aż do jesieni 1831 r. W lasach okalających Biłgoraj właściciel Płonki mjr Rzuchowski skoncentrował w ostatnim okresie powstania oddział pospolitego ruszenia, licząc z pewnością na pomoc patriotycznie nastawionej ludności miasta. Rychło jednak musiał ujść za Wisłę przed ścigającymi go wojskami rosyjskimi, które zajęły wówczas Biłgoraj. Łącznie podczas powstania listopadowego Biłgoraj wsparł sprawę narodową niemałą kwotą 16 516 złp, a kilkudziesięciu jego mieszkańców z bronią w ręku walczyło w szeregach wojska polskiego o wyzwolenie Ojczyzny.

Po okresie demonstracji polityczno-religijnych w 1861 r., w których wzięli czynny udział mieszkańcy wielu miast Lubelszczyzny, Komitet Centralny Narodowy rozpoczął organizowanie sieci spiskowej na terenie całego kraju. Na Lubelszczyźnie rozwijała się ona pod energicznym kierunkiem księdza Baltazara Paśnikowskiego, naczelnika cywilnego województwa lubelskiego. W akcji tej wydatnej pomocy udzielał mu 18-letni wówczas Leon Frankowski, komisarz Komitetu Centralnego, jeden z najbardziej płomiennych i zdecydowanych przywódców lewego skrzydła czerwonych, dążący do jak najszybszego rozpoczęcia walki orężnej. Latem 1862 r. Frankowski przebył teren całej guberni lubelskiej, zawiązując wszędzie nici spiskowe. Zjawił się także w Biłgoraju, gdzie pozyskał dla sprawy powstańczej Juliana Jasińskiego, miejscowego aptekarza, który następnie został mianowany przez władze powstańcze rewolucyjnym naczelnikiem Biłgoraja. Obok Jasińskigo aktywnymi konspiratorami w biłgorajskiej organizacji spiskowej byli: miejscowy poczmistrz Trębicki, burmistrz miasta Antoni Małuczkiewicz, rejent Podbielski, ksiądz Bartłomiej Chwała - proboszcz parafii biłgorajskiej, oraz mieszkający w Biłgoraju Józef Skowierzak, organista kościoła w Puszczy Solskiej. Ludzie ci byli znani w mieście i cieszyli się dużym autorytetem. Szczególnym zaufaniem darzyli mieszkańcy Biłgoraja księdza Chwałę, biłgorajanina z urodzenia, wywodzącego się ze starej i znanej rodziny sitarskiej, który piastował godność proboszcza biłgorajskiego od prawie 20 lat. Brak wprawdzie na to bezpośrednich danych, ale z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, iż ludzie ci wciągnęli do biłgorajskiej organizacji spiskowej wielu mieszkańców miasta. Jasiński działał także aktywnie poza jego granicami. Razem z Leonem Frankowskim zawiązywał nici spisku w sąsiednim Szczebrzeszynie.

Po wybuchu powstania w nocy z 22 na 23 stycznia stacjonujące w Biłgoraju oddziały rosyjskie w sile dwóch kompanii piechoty, których obecność nie pozwoliła miejscowym spiskowcom na wystąpienie z bronią w ręku, zostały wycofane do garnizonów w Janowie i Zamościu. Odtąd miasto, dzięki swemu położeniu i pełnej patriotyzmu postawie mieszkańców, stało się dogodnym punktem zaopatrzeniowym dla działających w okolicznych lasach oddziałów powstańczych. Niektóre z nich, sformowane w Galicji, ciągnęły znad pobliskiej granicy przez okolice Biłgoraja na pole walki. Często już nad granicą zastępowały im drogę oddziały carskie. Do miasta dobiegały odgłosy lub też dochodziły wieści o krwawych i zaciętych bojach toczonych z wojskami carskimi przez partie powstańcze dowodzone przez płk. Leona Czechowskiego, gen Antoniego Jeziorańskiego, a zwłaszcza bohaterskiego partyzanta, blacharza, płk. Marcina Lelewela- Borelowskiego. Mieszkańcy Biłgoraja bądź to witali i gościli powstańców, bądź też z trwogą i obawą obserwowali przeciągające przez miasto kolumny rosyjskie, które nie cofały się przed represjami wobec ludności cywilnej. Jako jeden z pierwszych padł ich ofiarą burmistrz Biłgoraja, Antoni Maluczkiewicz, który za sprzyjanie powstaniu został aresztowany i wysłany w głąb Rosji Jego następca Duchliński, mianowany przez władze carskie, nie szczędził gorliwości w donoszeniu swym zwierzchnikom o ruchach i posunięciach poszczególnych oddziałów powstańczych. Władze carskie dowiedziały się także o patriotycznej postawie i działalności spiskowej księdza Chwały. Wieczorem w dniu 15 marca przybył do Biłgoraja na czele oddziału wojska mjr Władimirow. Rankiem polecił on swemu oficerowi, by w towarzystwie p.o. burmistrza Duchlińskiego udał się na plebanię i aresztował proboszcza. Okazało się jednak, iż wieczorem dnia poprzedniego ostrzeżony w porę ksiądz Chwała zbiegł w nieznanym kierunku. Na plebanii i w kościele przeprowadzono szczegółową rewizję, szukając bezskutecznie ukrywanej przez proboszcza chorągwi ze znakami rewolucyjnymi. Księdzu Chwale udało się szczęśliwie przedostać do Galicji, a następnie przez Morawy udał się do Jass, gdzie jako emigrant polityczny znalazł schronienie w domu swego kuzyna, jednego z osiadłych w stolicy Mołdawii sitarzy biłgorajskich.

Nie uniknął natomiast aresztowania Julian Jasiński, zabrany w dniu 25 lipca 1863 r. przez "władzę wojskową". Nie udowodniono mu jednak widocznie działalności spiskowej, gdyż już 6 sierpnia został zwolniony z więzienia i powrócił do domu.

Wieczorem 1 lipca 1863 r. przybył do Biłgoraja po przegranej bitwie pod Różą oddział Lelewela w sile "40 powstańców konnych dobrze uzbrojonych". Powstańcy dokonali rekwizycji pieniędzy znajdujących się w kasie municypalnej i u dzierżawcy dochodów konsumpcyjnych, zabierając łącznie 391 rubli, a pozostawiając w zamian kwity z podpisem Lelewela, oraz zabrali pieczęć miejską. Gdy dowódca w otoczeniu swych adiutantów był podejmowany przez rejenta Podbielskiego herbatą, jego podkomendni wręczyli mieszkańcom miasta odezwy powstańcze oraz wykazy opłat zbieranych na cel narodowy. Katoliccy mieszkańcy Biłgoraja mieli uiścić składkę w wysokości 4572 złp, zaś gmina żydowska 2887 złp. Wykazy te z 10- dniowym terminem zebrania pieniędzy otrzymali: ławnik Antoni Chodecki i miejscowy rabin. Inna grupa powstańców z partii Lelewela udała się w tym czasie do folwarku Różnówka. Zmusili rządcę dóbr biłgorajskich Borkowskiego do wydania z kasy majątku 1304 rubli i dokonali rekwizycji 8 koni z zaprzęgami i siodłami oraz bryczką. Dobra biłgorajskie należały wówczas do urzędnika carskiego Waleriana Płatonowa, jednak powstańcy i tym razem wydali pokwitowanie Borkowskiemu z podpisem Lelewela. Następnie obydwie grupy połączyły się i o godzinie 1.30 w nocy udały się w kierunku Tarnogrodu. Do powstańców dołączyli dwaj młodzi mieszkańcy Biłgoraja: Władysław Kuczarski i Roman Kościelski, który aby uniknąć odpowiedzialności, zeznał przed burmistrzem, iż został zabrany przez powstańców, a "następnie przez nich dla młodego wieku [miał 15 lat] i braku sił do znoszenia trudów uwolniony". Stwierdził on jednak równocześnie, iż odprawiony został znad granicy, do której być może jako przewodnik doprowadził z powodzeniem partię Lelewela. Przekroczyła ona bowiem wówczas kordon, by na terenie Galicji wzmocnić się nowymi ochotnikami, umundurować, uzbroić i powrócić na pole walki.

Działo się to 26 sierpnia, gdy niestrudzony Lelewel, przeszedłszy granicę na czele nowego 700- osobowego oddziału, rozpoczął swą czwartą i ostatnią zarazem kampanię. Rozpoczęła się ona pod Biłgorajem i rozegrała w dramatycznych okolicznościach w jego najbliższej okolicy. Lelewel korzystając z osłony innych oddziałów powstańczych przedarł się przez pierścień wojsk rosyjskich blokujących granicę i 1 września o godz. 6 wieczorem stanął obozem we wsi Wola pod Biłgorajem. Do miasta o godz. 10 wieczorem wkroczył od strony traktu zamojskiego 30- osobowy rekonesans "silnie uzbrojonych" powstańców pod wodzą adiutanta Lelewela - por. Zdzisława Skłodowskiego. Z dworu w Różnówce powstańcy zabrali 600 rubli, 20 korcy owsa i 6 wołów, by zaprowiantować oddział. Do powstańców przyłączyło się wówczas 9 młodych mieszkańców Biłgoraja, uczniów i terminatorów rzemieślniczych. Byli to: wspomniany już Władysław Kuczarski, Gustaw Dąbrowski, Marceli Piramowicz, Mateusz Lipiński, Andrzej Paczoń, Józef Poterański, Andrzej Stofisz, Piotr Turzyniecki i Józef N.

Następnego dnia, tj. 2 września, o godz. 6 rano wpadło do Biłgoraja kilkunastu konnych powstańców z doniesieniem, iż od Zaklikowa ciągnie pod Biłgoraj druga partia powstańcza. Był to sławny już 400- osobowy oddział, sformowany przed dwoma miesiącami przez ziemianina lubelskiego Kajetana Cieszkowskiego- Ćwieka. Pełni junactwa i fantazji żołnierze Cieszkowskiego, zwani popularnie "ćwiekami", zdobyli sławę wojenną w licznych bitwach i potyczkach. O godz. 12 oddział wyszedł z lasu, przeszedł pod miastem przez pola biłgorajskie i bojarskie i stanął obozem w lasku koło wsi Bojary. Jak wspominał jeden z "ćwieków" - Stefan Brykczyński, powstańcy byli dobrze "przyjmowani przez obywatelstwo okoliczne, a zwłaszcza przez mieszczaństwo biłgorajskie i owe słynne z piękności i zgrabności biłgorajanki". Do "ćwieków" przystał wówczas wspomniany już Roman Kościelski, rwący się do walki zbrojnej.

Wieczorem obóz powstańczy został zaatakowany przez ścigających Cieszkowskiego Rosjan w sile 2 rot piechoty, sotni kozackiej i 2 armat, dowodzonych przez mjr. Sztenberga. W ten sposób doszło do bitwy pod Biłgorajem. Tyraliery powstańcze dowodzone przez Cieszkowskiego przez dwie godziny prowadziły ogień, osłaniając wycofujących się w kierunku Bukowej powstańców. Tymczasem niespodziewanie nadciągnął wysłany przez Lelewela podjazd pod dowództwem Skłodowskiego, który zaatakował od tyłu Rosjan. Śmiałe natarcie adiutanta Lelewela ocaliło oddział Cieszkowskiego od strat i umożliwiło mu dalszy, utrzymany w zupełnym porządku odwrót. Następnego dnia, tj. 3 września, obydwa oddziały połączyły się i pod Panasówką stoczyły zwycięską bitwę z wrogiem. W szeregach powstańczych walczyło około 10 młodych biłgorajan. Jednak nazajutrz po bitwie pięciu z nich: Piramowicz, Kuczarski, Stofisz, Turzyniecki i Poterański powróciło do miasta. Dzień później zjawił się także w Biłgoraju Mateusz Lipiński, czeladnik kominiarski, wraz z Tatarem Chajlubinem, który zbiegł z szeregów rosyjskich i przystał do powstańców. Na polecenie burmistrza Duchlińskiego obaj zostali rozbrojeni i zamknięci w miejscowym areszcie. Nazajutrz mieli być odstawieni do więzienia w Janowie. Wieczorem jednak zjawiło się czterech powstańców z partii Gregorowicza, którzy rozbroili policjanta miejskiego Jana Gromadzkiego i uwolnili obu aresztowanych, nakazując oddać im broń i pieniądze. Następnie wszyscy udali się w kierunku Tarnogrodu, pozostawiając burmistrzowi pokwitowanie z podpisem rotmistrza Słomki z Oddziału IV województwa lubelskiego.

Nieznane są losy czterech ochotników z Biłgoraja, którzy pozostali w partiach Lelewela i Ćwieka. Połączone oddziały powstańcze, ścigane bezustannie przez przeważające siły rosyjskie, poniosły klęskę w bitwie pod Batorzem w dniu 6 września, podczas której poległ płk Marcin Borelowski- Lelewel.

Od tego czasu walki w okolicach Biłgoraja zaczęły wygasać. Na przełomie listopada i grudnia 1863 r. między miastem a kordonem krążyły niewielkie oddziałki Walerego Kozłowskiego i Karola Krysińskiego. Napierane przez przeważające siły rosyjskie, przeszły wkrótce na teren zaboru austriackiego. W Biłgoraju w tym czasie stacjonowały prawie stale siły rosyjskie dowodzone przez mjr. Zawadzkiego - naczelnika Biłgorajskiego Oddziału Wojskowego. W ręce Zawadzkiego wpadła w tym czasie jedna ze znanych kurierek powstańczych na Lubelszczyźnie Izabela Bieczyńska, córka Feliksa Bieczyńskiego, inżyniera guberni lubelskiej. Kursując wielokrotnie między Galicją a poszczególnymi oddziałami przewoziła rozkazy, korespondencję, amunicję. Schwytana w Biłgoraju jako "panna Maria", zataiła przed władzami carskimi swe prawdziwe imię i nazwisko. Obwiniona o "polityczne przestępstwa", została za poręczeniem proboszcza biłgorajskiego księdza Kurkiewicza, aptekarza Juliana Jasińskiego i rejenta Podbielskiego umieszczona tymczasowo na prywatnej kwaterze. Zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa, grożącego jej po rozpoczęciu śledztwa, 1 grudnia rano - jak donosił w swym raporcie naczelnik powiatu zamojskiego - "wyjechała sekretnie [...] razem z rejentem Podbielskim i jego żoną nie wiadomo dokąd". Zorganizowana dzięki pomocy Podbielskiego ucieczka powiodła się. Bieczyńska szczęśliwie dotarła do Galicji, a stamtąd udała się na emigrację, do Paryża.

Mniej szczęśliwe były losy innej kurierki powstańczej, biłgorajanki Marii Ludwiki Skowierzak, która przenosiła rozkazy, ukrywając je w bujnych warkoczach. Po upadku powstania została aresztowana i mimo, iż była wówczas w ciąży, osadzono ją w więzieniu janowskim. Urodziła wówczas syna Jana, który zmarł wkrótce w więzieniu. Ciężki stan zdrowia i czynione przez rodzinę starania skłoniły władze carskie do wypuszczenia bohaterskiej łączniczki na wolność.

W okresie terroru, jaki rozpętał się w ostatnim okresie powstania i po jego upadku zaborca, tylko solidarna postawa społeczeństwa mogła uchronić byłych spiskowców i żołnierzy, którzy nie wpadli jeszcze w ręce wroga, przed aresztowaniem i zsyłką. Nad zachowaniem takiej właśnie postawy przez mieszkańców czuwał tajny Komitet miasta Biłgoraja. O jego istnieniu w 1864 r. wiadomo z denuncjacji starozakonnego Szmula Szwerdszafta, któremu wspomniany Komitet wysłał 7 marca 1864 r. "plakatę czyli paszkwil zagrażający szubienicą z terminem za tydzień". Ostrzeżenie to miało z pewnością powstrzymać Szwerdszafta od donosicielstwa.

Wprawdzie można sądzić na podstawie relacji pamiętnikarskich i innych źródeł ogół mieszkańców Biłgoraja sprzyjał powstaniu, to jednak bezpośrednio w działalności spiskowej najczynniejszy udział wzięli przedstawiciele miejscowej inteligencji, natomiast za broń pochwycili młodzi rzemieślnicy.

Po upadku powstania styczniowego do ponownego ożywienia życia politycznego w Biłgoraju doszło na przełomie XIX i XX stulecia. Na terenie miasta rozpoczęła wówczas swą konspiracyjną działalność Polska Partia Socjalistyczna. Organizatorem jej był miejscowy adwokat Wincenty Bubko, który został sekretarzem Powiatowego Komitetu Wykonawczego PPS w Biłgoraju. W skład tego Komitetu wchodzili ponadto: Seweryn Rutański, Bolesław Zarzycki i wspomniany już Jan Głogowski. Obok nich aktywnymi działaczami PPS w Biłgoraju byli: Jan Jabłoński, Antoni Markiewicz, Stanisław Nahajski, Józef Stryjecki i Kazimierz Szul. Specyfika społeczna Biłgoraja, nie posiadającego z powodu zupełnego braku przemysłu ludności proletariackiej, wpłynęła na elitarny charakter miejscowej komórki PPS. Skupiała ona w swych szeregach ludzi o przekonaniach postępowych i patriotycznych, rekrutujących się ze szczupłego grona miejscowej inteligencji, dla których wysuwane przez PPS hasło walki z caratem o niepodległość Polski było główną siłą mobilizacyjną. Na co dzień niektórzy członkowie PPS, jak np. Głogowski czy Markiewicz, rozwijali ożywioną działalność społeczno- oświatową.

Drugi biegun biłgorajskiego życia politycznego stanowiło miejscowe koło Stronnictwa Narodowo- Demokratycznego, będące reprezentantem bogatych warstw ludności miejskiej, a także na terenie powiatu: obszarnictwa, kleru i zamożnego chłopstwa. Głosiło ono zasady konsolidacji społecznej i narodowej oraz szermowało hasłami o charakterze antysemickim. Stojąc na gruncie autonomii, rozwijało stosunkowo ożywioną, choć nie zawsze udaną, działalność organiczną o charakterze spółdzielczym i oświatowym. Przywódcą biłgorajskich endeków był miejscowy notariusz Wacław Malewicz, natomiast do czołowych działaczy tego stronnictwa należeli: ksiądz dziekan Czesław Koziołkiewicz oraz reprezentanci bogatych mieszczan: Stanisław Matraś, Szczurkowski i Kruszyński. Zdaniem "Ziemi Lubelskiej" narodowa demokracja posiadała "[...] duże wpływy wśród ludu i inteligencji powiatu".

Znacznie zróżnicowana społecznie ludność żydowska miasta nie posiadała w tym czasie własnej organizacji politycznej. Jednak w obrębie jej najuboższych warstw, zwłaszcza wśród szczególnie wyzyskiwanych przez właścicieli żydowskich warsztatów sitarskich uczniów i terminatorów, rodziło się poczucie krzywdy społecznej i pragnienie walki o sprawiedliwość. W tym właśnie odcinku stosunków społecznych w Biłgoraju konflikty klasowe były najbardziej wyraźne, a około dwustu- trzystuosobowa grupa sproletaryzowanych już uczniów i terminatorów mogła stać się nader podatnym gruntem dla agitacji i działalności o charakterze rewolucyjnym.

Te rozbieżne pod względem społecznym i politycznym dążenia nurtujące ludność miasta ujawniły się pełniej podczas rewolucji 1905-07 r. Gdy pod wpływem potężniejącej walki proletariatu rosyjskiego i polskiego car Mikołaj II został zmuszony do ogłoszenia w dniu 17/30 października 1905 r. tak zwanego manifestu wolnościowego, na fakt ten mieszkańcy Biłgoraja zareagowali żywo, lecz w sposób zróżnicowany. Miejscowa PPS zorganizowała w Biłgoraju w dniu 12 grudnia wielki pochód ludowy zakończony wiecem, na którym podjęto uchwały zmierzające do wywalczenia - w miejsce obiecywanych przez cara swobód konstytucyjnych - prawdziwej wolności narodowej. Natomiast Narodowa Demokracja potraktowała manifest carski jako początek realizacji swego autonomicznego programu i przyjęła go z entuzjazmem. W Biłgoraju, podobnie jak w wielu innych miejscowościach guberni lubelskiej, miejscowi endecy zorganizowali w kościele udekorowanym flagami o barwach narodowych dziękczynne uroczystości patriotyczno- religijne.

Walkę o szkołę polską podjęły w tym czasie dzieci biłgorajskie, przyłączając się do ogólnokrajowego strajku szkolnego. Około stu uczniów i uczennic porzuciło wówczas szkołę rosyjską, zapisując się na organizowane przez Macierz Szkolną kursy domowe z językiem polskim wykładowym. Miały one stanowić zaczątek szkoły polskiej, której nadano imię Stanisława Staszica. Miejscowe władze nie dopuściły jednak do realizacji tych zamierzeń.

Rytm życia patriotycznego w latach rewolucji uległ znacznemu ożywieniu. Obok wspomnianych już manifestacji i demonstracji kolportowano na terenie miasta zarówno wśród ludności polskiej, jak i żydowskiej nielegalną prasę oraz ulotki i wydawnictwa o charakterze rewolucyjnym i patriotycznym.

Miejscowy proletariat żydowski, rekrutujący się jak wspomniano z terminatorów i uczniów sitarskich, rozpoczął walkę strajkową. Powołano Komitet Robotniczy, którym kierował dwudziestoletni Szymon Zelikow Goldman. Na jego polecenie grupy złożone z młodych terminatorów obchodziły warsztaty sitarskie w Biłgoraju, agitując za strajkiem i domagając się od innych sitarzy pieniędzy na wspomniany Komitet. Wydaje się, iż działalność ta była inspirowana przez żydowską partię robotniczą Bund, tworzącą swą ekspozyturę również na terenie Biłgoraja. Władze policyjne drogą licznych aresztowań, których ofiarą padł Goldman oraz między innymi piętnastoletni zaledwie Chaim Hochman i szesnastoletni Jakub Bekelman, zdołały stłumić już w zarodku tę rewolucyjną akcję.

Wydarzeniem dla mieszkańców miasta stały się także wybory do I i II Dumy Państwowej. Podczas wyborów dokonanych w kurii miejskiej do I Dumy na początku 1906 r. zwyciężył zdecydowanie przedstawiciel miejscowej gminy żydowskiej Felkis Fabrykant, bogaty kupiec i dzierżawca folwarku Różnówka. Otrzymał on 330 głosów, podczas gdy jego główny rywal, popierany przez Narodową Demokrację ksiądz Koziołkiewicz, zaledwie 142. Reprezentant ludności żydowskiej wygrał również rozpisane w roku następnym wybory do II Dumy.

Po przejściu burzy rewolucyjnej w okresie reakcji stołypinowskiej życie polityczne u społeczne w mieście znowu zamarło. Szybkimi krokami zbliżało się jednak nowe wielkie wydarzenie o charakterze ogólnoeuropejskim, które w dramatycznych często okolicznościach wciągnęło w swe tryby ówczesną generację społeczeństwa biłgorajskiego. Była to pierwsza wojna światowa. Zmieniła ona ziemie polskie w wielkie pola bitewne, pełne ruin i zgliszcz, spowodowała wiele ofiar i cierpień wśród ludności. Zmusiła dziesiątki młodych Polaków, ubranych w obce sobie mundury, do bratobójczego skrzyżowania broni. Wśród Polaków odzianych w bure szynele armii carskiej znalazło się także wielu biłgorajan. Ci, którzy pozostali w mieście, przeżyli gehennę związaną z przesuwającymi się frontami i okupacją wojskową. Ciężka i twarda rzeczywistość wielkiej i obcej wojny, w której jednak po raz pierwszy od wielu lat wystąpiły we wrogich sobie obozach mocarstwa zaborcze, przesłaniała świtającą dla Polski jutrzenkę wolności. Jej ułudny jeszcze blask ujrzeli biłgorajanie już w pierwszych dniach wojny.

Biłgoraj znalazł się wówczas w centrum operacji zwanej bitwą galicyjską, która rozpoczęła się 5 sierpnia 1914 r. Armia austriacko- węgierska na tym odcinku frontu szybko przekroczyła granicę i ruszyła na Lublin i Chełm, zajmując już w pierwszych dniach wojny Biłgoraj. Do miasta wszedł pułk huzarów złożony z Polaków. Mimo że byli ubrani w mundury austriackie, mieszkańcy miasta powitali ich entuzjastycznie. Żołnierze, przyjmując wręczane im przez dziewczęta biłgorajskie kwiaty, wołali: "Przywieziemy wam Polskę w darze". Losy tej kampanii zmieniły się jednak szybko. Austriacy zatrzymani po krwawej bitwie pod Kraśnikiem i pobici przez Rosjan w Galicji, już pod koniec sierpnia opuścili Biłgoraj. Do miasta powróciły wojska rosyjskie. Żandarmeria carska rychło dowiedziała się o zorganizowanym przez mieszkańców miasta powitaniu Polaków w mundurach cesarskich huzarów. Pod zarzutem zdrady wobec cara i działalności na rzecz wroga nastąpiły nowe aresztowania. W więzieniach znaleźli się znani ze swych patriotycznych zapatrywań czołowi działacze społeczni: Jan Głogowski, Józef Skowierzak, Stanisław Szczurkowski, Staroniewski, Bździuch i wielu innych. Większość z nich władze carskie zdążyły jeszcze zesłać na Sybir. Znalazł tam śmierć Stanisław Szczurkowski; był jedną z ostatnich ofiar długoletniego terroru carskiego.

Rosjanie pozostali w Biłgoraju jeszcze przez prawie rok. Gdy znad Gorlic po przełamaniu frontu rosyjskiego 2 maja 1915 r. ruszyła na Królestwo wielka ofensywa wojsk niemieckich, wycofująca się armia rosyjska stosowała taktykę spalonej ziemi, niszcząc mosty, stacje, urządzenia i ewakuując wielu mieszkańców w głąb Rosji. Dotyczyło to również części ludności biłgorajskiej, zwłaszcza urzędników i funkcjonariuszy państwowych, którzy wraz z wielką falą "bieżeńców" zostali zmuszeni do porzucenia swych domostw i wędrówki wraz z rodzinami na wschód. Do Biłgoraja ponownie w lipcu 1915 r. wkroczyły wojska austriacko- węgierskie. Podobnie jak całe terytorium Królestwa Kongresowego, od tego czasu aż do zakończenia wojny miasto było pod okupacją państw centralnych. Lubelszczyzna, a wraz z nią i Biłgoraj, znalazła się w strefie okupacyjnej austriackiej. Dla ziem tych utworzono generał- gubernatorstwo ze stolicą zrazu w Kielcach, a później w Lublinie. Zostało ono podzielone na obwody, podlegające komendantom wojskowym. Nad obwodem biłgorajskim objął komendę płk Karol Roller, natomiast kierownikiem komisariatu cywilnego przy c. I k. Komendzie w Biłgoraju mianowano Tadeusza Kępińskiego z Opoczna. Burmistrzem miasta został Wincenty Bubko. Rychło jednak władze okupacyjne skasowały ten urząd, mianując komisarzem rządowym dla miasta Biłgoraja Michała Mazurkiewicza, podporucznika 30 pp. Objął on urzędowanie 16 marca 1916 r.

Wprawdzie generał- gubernator hr. Eryk Diller w swej odezwie z września 1915 r. zapewnił ludność polską, iż wraz z wkroczeniem wojsk cesarsko- królewskich "[...] zaświta dla Was i dla Waszej ziemi nowa era swobodnego narodowego rozwoju i wszechstronnego postępu", to jednak twarda rzeczywistość okupacyjna rychło zaprzeczyła tym górnolotnym frazesom propagandowym. Dotyczyło to zwłaszcza sfery ekonomicznej i bytu ludności. Wszelkie surowce i produkty żywnościowe były w postaci kontyngentów rygorystycznie ściągane przez administrację okupacyjną dla użytku państw centralnych. Ludności miejscowej pozostawiono minimum środków do życia, wprowadzając system kartkowy. Ściśle racjonowano mąkę i chleb, przy czym dzienny przydział chleba wynosił dla jednaj osoby 250 gramów. Od 1916 r. prowadzono zrazu dwa, a później trzy dni bezmięsne w tygodniu (poniedziałek, środa, piątek). Nie wolno było gromadzić żadnych zapasów żywnościowych. Ludność, zwłaszcza dzieci, zmuszono nawet do zbierania pestek z owoców, z których wytwarzano olej. Handel prawie wszystkimi surowcami i towarami żywnościowymi był wzbroniony. W tej sytuacji rozwijała się spekulacja, kwitł czarny rynek i lichwa. Mimo surowych kar i publikacji w Dzienniku Urzędowym Komendy Obwodowej w Biłgoraju coraz bardziej wydłużających się list z nazwiskami winnych wykroczeń przekupniów, przeważnie żydowskich, władze okupacyjne nie mogły opanować tego zjawiska. Wielu mieszkańców Biłgoraja znalazło się bowiem praktycznie w czasie wojny bez środków do życia. Odcięcie miasta od rynku rosyjskiego zachwiało zupełnie przemysłem sitarskim. Rozpoczęto wprawdzie zabiegi o pozyskanie dla wyrobów sitarskich rynku austriackiego, jednak ceny, jakie w warunkach wojennych można tam było uzyskać, były niesłychanie niskie, zupełnie nieopłacalne dla producentów. Niedostatek i głód cierpiała zwłaszcza ludność uboższa. Łagodziła go niekiedy doraźnie miejscowa Komenda Okręgowa, przydzielając najbiedniejszej ludności skromne racje żywności. Z pomocą spieszył jej także Komitet Ratunkowy Obwodu Biłgorajskiego - organizacja społeczna działająca pod przewodnictwem Mańkowskiego. Szczególnie ciężką w porównaniu z innymi regionami kraju sytuację mieszkańców Biłgoraja pogłębiła epidemia cholery, która wybuchła w lecie 1916 r. Władze okupacyjne w obawie przed jej rozprzestrzenieniem się ogłosiły Biłgoraj miastem zamkniętym i otoczyły go posterunkami wojskowymi. Chorych izolowano w prowizorycznym szpitalu, urządzonym w szopie stojącej w obrębie dawnych koszar rosyjskich. Mimo ostrego rygoru sanitarnego zmarło wówczas na cholerę kilkuset mieszkańców Biłgoraja, przeważnie Żydów, stłoczonych ciasno w swej dzielnicy.

Jedyną skromną naówczas zdobyczą Biłgoraja była linia kolejki wąskotorowej, która połączyła miasto ze Zwierzyńcem. Okupant austriacki wybudował ją w roku 1916, oczywiście nie dla ułatwienia komunikacji mieszkańcom miasta, lecz w celu wywózki drewna, eksploatowanego rabunkowo na terenie Puszczy Solskiej.

Okupacja austriacko- węgierska przyniosła jednak ziemiom polskim, znajdującym się w jej obrębie, pewne ulgi i swobody narodowe, którymi państwa centralne starały się zjednać społeczeństwo polskie dla swych celów politycznych i militarnych. Skorzystali z nich także skwapliwie mieszkańcy Biłgoraja, otwierając na początku 1916 r. 4- klasową szkołę miejską z polskim językiem wykładowym oraz uroczyście celebrując ze znakami i śpiewami narodowymi zakazane poprzednio przez władze carskie rocznice i obchody narodowe. Młodzież miejscowa powodowana gorącymi porywami patriotyzmu garnęła się do akcji niepodległościowej. Patronował jej kpt. Edward Madurowicz, który sprawował w Biłgoraju funkcję komendanta Biura Werbunkowego Legionów Polskich. Madurowicz oraz jego współpracownicy: Poniatowski, Ambroziewicz i Platner, byli jednak przede wszystkim aktywnymi członkami utworzonej przez Piłsudkiego tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Przy czynnej współpracy miejscowej nauczycielki Marii Rogowskiej- Madurowicz zorganizował on na terenie miasta zrazu drużynę skautowską, do której wstąpiło ok. 20 młodzieńców, a następnie przy końcu 1916 r. - Wojskową Kadrę Młodzieżową POW, liczącą kilkunastu członków. Po zaprzysiężeniu biłgorajska drużyna POW brała udział w zajęciach teoretycznych i ćwiczeniach wojskowych, jej członkowie kolportowali tajną literaturę i prasę niepodległościową oraz byli używani przez POW jako łącznicy do przenoszenia rozkazów i poczty.

Inaczej ułożyły się losy mieszkańców Biłgoraja, którzy zostali wcieleni do armii rosyjskiej lub też ewakuowani w 1915 r. na tereny Rosji. Niektórzy z nich wzięli czynny udział w Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej. Z biłgorajan obok Klemensa Szubiaka najwybitniejszą rolę odegrał w niej Stanisław Pintal. Jako młody robotnik, wcielony w 1915 r. do armii rosyjskiej, podczas powstania październikowego 1917 r. w Piotrogrodzie brał udział w zdobyciu centralnej stacji telefonicznej, a następnie został działaczem partyjnym i państwowym w Białoruskiej i Kazachskiej SRR.

W końcowym okresie wojny tendencje niepodległościowe ogarniały coraz szersze kręgi biłgorajskiej społeczności. Gdy na początku 1918 r. państwa centralne na mocy traktatu brzeskiego oddały uzależnionemu od siebie nacjonalistycznemu rządowi Ukrainy ziemię chełmską i Podlasie, w gorącej akcji protestacyjnej podjętej przez ludność Królestwa Polskiego nie brakło głosu biłgorajan. Swój ostry protest, zamieszczony z licznymi skreśleniami cenzury na łamach prasy lubelskiej i podpisany przez wielu mieszkańców miasta, zakończyli znamiennym hasłem: "Niech żyje wolna, niepodległa, zjednoczona Polska". W początkach listopada 1918 r., gdy młodzi biłgorajanie, członkowie POW, podobnie jak miało to miejsce w innych miastach polskich, rozbrajali na ulicach swego miasta żołnierzy austriackich, hasło to stało się po 123 latach niewoli rzeczywistością.

*

Przytoczone w dotychczasowych rozważaniach nad dziejami miasta w tak długim okresie chronologicznym szczegółowe dane i fakty, zwłaszcza o charakterze ekonomiczno- społecznym, pozwalają na uchwycenie tendencji ogólnorozwojowych. W dziewiętnastowiecznej historii Biłgoraja wyodrębniają się wyraźnie dwa okresy. Pierwszy trwał mniej więcej do połowy lub też do lat 60- 70 tego stulecia. Cechował go widoczny, choć nierównomierny, rozwój miasta jako organizmu gospodarczego i społecznego. Sitarstwo stanowiące główną gałąź produkcyjną gospodarki miejskiej w swymi jeszcze cechowo- rzemieślniczym kształcie, trwającym do lat 40- 50, przyniosło mieszkańcom i miastu znaczne dochody, które rozkładały się stosunkowo proporcjonalnie między poszczególne rodziny sitarskie. Następstwami tej koniunktury ekonomicznej był odznaczający się dużą dynamiką wzrost liczby ludności miasta, dzięki czemu Biłgoraj w połowie XIX stulecia stał się trzecim miastem Lubelszczyzny. Systematycznie zwiększała się też w tym czasie liczba domów. Były to wprawdzie budynki prawie wyłącznie drewniane, lecz tego rodzaju zabudowa przeważała i w innych miastach tego regionu. Biłgoraj ze swymi schludnymi domostwami i czystymi ulicami czynił na ówczesnych obserwatorach korzystne wrażenie. Uroda i piękne, bogate stroje kobiet, tężyzna i obycie mężczyzn, widoczny dostatek panujący w mieszkaniach, interesujące zwyczaje i obyczaje ludności czyniły z Biłgoraja jedno z najciekawszych i godnych uwagi osiedli miejskich Lubelszczyzny w tym okresie. Można bez przesady powiedzieć, iż Biłgoraj należał wówczas do wybijających się miast tego regionu kraju.

Nasuwa się pytanie, dlaczego ten pomyślny dla miasta proces nie postępował dalej w kolejnych dziesięcioleciach drugiej połowy XIX stulecia. Kiedy i dlaczego nastąpiło jego zahamowanie i ruch w odwrotnym, zastępującym kierunku?

Gdy miasta guberni lubelskiej, choć z wyraźnym opóźnieniem, zaczęły wkraczać z wolna na tory gospodarki kapitalistycznej, monoprodukcyjny i rzemieślniczy profil ekonomiki biłgorajskiej okazał się dla miasta wysoce niekorzystny. Dominujące w dalszym ciągu sitarstwo przeszło wówczas wyraźną ewolucję z na poły feudalnych jeszcze form cechowych, lecz ze względu na specyfikę procesu produkcyjnego w przeobrażeniach tych zatrzymało się na charakterystycznym dla pierwotnej akumulacji kapitału w systemie nakładczym. W tych nowych formach produkcyjnych potrafiło początkowo, do połowy lat siedemdziesiątych, zwiększyć swój potencjał produkcyjny. Istotne dla społeczności zmiany nastąpiły w sferze podziału dochodu. Stał się on wysoce nierównomierny. Gros zysków bowiem przejęli wówczas nieliczni bogaci nakładcy i kupcy. Natomiast większość osób zatrudnionych bezpośrednio w produkcji i dystrybucji sit została uzależniona od nich ekonomicznie i faktycznie zepchnięta do warstwy nisko opłacanych wyrobników.

Poczynając od lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych popyt na biłgorajskie wyroby sitarskie na rynku krajowym i europejskim zaczął szybko maleć, w związku z wprowadzeniem na rynek sit drucianych. Spowodowało to wyraźny i gwałtowny spadek rozmiarów i wartości produkcji, a więc jednocześnie istotne zmniejszenie się dochodów ludności miasta. W tym samym mniej więcej okresie upadła również rola handlowa miasta, pozbawionego zupełnie dogodnej komunikacji z resztą kraju. Biłgoraj w coraz to większym stopniu stawał się ośrodkiem wyłącznie peryferyjnym. W okresie, gdy w innych miastach zaczęły wolniej lub szybciej wyrastać większe zakłady przemysłowe i fabryki, będące potężnym czynnikiem rozwoju urbanizacyjnego, mieszkańcy Biłgoraja trzymali się kurczowo swej tradycyjnej profesji, którą tak doskonale w zakresie produkcji i zbytu poznali i opanowali. Nie powstała tu żadna fabryka ani inny większy zakład produkcyjny. Sitarstwa, które przynosiło dobre jeszcze zyski dziadom i ojcom, pokoleniu z przełomu XIX i XX w. pozwalało jedynie na skromny byt czy nawet tylko przeżycie.

Ten głęboki i dotkliwy kryzys, jaki wystąpił w sferze produkcyjnej i handlowej miasta, reprezentującego w tym czasie zupełnie już przestarzały model ekonomiczny, uwidocznił się również wyraźnie w dziedzinie demograficznej i urbanizacyjnej. Dynamika wzrostu ludności, ongiś najwyższa, stała się jedną z najniższych w guberni lubelskiej. Nie uległ również większym zmianom kształt, obszar i wygląd zewnętrzny miasta. W dalszym ciągu dominowała w jego sylwetce parterowa, drewniana zabudowa, a podejmowane prace porządkowe w postaci wybrukowania Rynku i głównych ulic ciągnęły się całymi latami. Administracyjny awans miasta, które od 1866 r. stało się stolicą powiatu, nie przyniósł mu większych korzyści. Ów marazm czy w miarę upływu lat coraz wyraźniejszy upadek Biłgoraja obok najistotniejszych przyczyn o charakterze ekonomicznych, miał również przesłanki subiektywne. Była nimi zwłaszcza polityka władz zaborczych, hamująca miejscowe inicjatywy, nie pozwalająca poprzez nieudzielanie kredytów lub zablokowanie posiadanych przez miasto kapitałów, na przeprowadzenie najniezbędniejszych inwestycji komunalnych.

Z tych powodów, gdy w roku 1918 Biłgoraj po długoletnim okresie niewoli otwierał już w Polsce niepodległej nowy rozdział swych dziejów, był w porównaniu z innymi miastami Lubelszczyzny ośrodkiem miejskim wyraźnie zapóźnionym i zacofanym. Jego nazwa coraz częściej stawała się synonimem czy też symbolem cech charakterystycznych dla małych, peryferyjnych miasteczek zarówno w dziedzinie ekonomiki, jak też mentalności społecznej i kultury. Czy za tę niekorzystną ewolucję winić można ówczesne pokolenia biłgorajskie, przecież pracowite, przedsiębiorcze i nie pozbawione inicjatywy? Wydaje się, że nie. Wyjaśnień należy szukać w szerszym kontekście zjawisk o charakterze ogólnokrajowym. Z tego punktu widzenia znakomitej odpowiedzi udziela współczesny historyk, Lech Trzeciakowski: "Procesy industrializacyjne ściśle wiązały się z postępującą urbanizacją ziem polskich. Zaobserwować to można było dwie tendencje: z jednej strony rozwój miast i powstanie ośrodków objętych uprzemysłowieniem, z drugiej upadek miast, które pozostały na uboczu przemian gospodarczych. [...] W połowie XIX wieku pojawił się czynnik, który zdecydował o losie wielu ośrodków. Była nim kolej żelazna. Linie kolejowe połączyły już duże istniejące ośrodki miejskie. Dla średnich i mniejszych miast połączenie kolejowe stanowiło szansę wybicia się, jego brak spychał je nieustannie na margines życia ekonomicznego, powodując zastój, a nawet upadek".

Te drugie, negatywne ewentualności zdecydowały o ówczesnym losie Biłgoraja.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: