Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Kultura
"Kumie na gościnę cię spraszam" - O zachowaniach biesiadnych na Roztoczu

Rozdział II - Teoretyczne ujęcia zwyczaju biesiadowania.
Współuczestnictwo - komunia - zbratanie


"Zasiadając przy wspólnym stole, w większym gronie osób człowiek przestaje być obcy. Między uczestnikami biesiady nawiązuje się mistyczna więź, umocniona współnym spożywaniem pokarmów" (Szromba-Rysowa 1988, s. 22). Dla F. Znanieckiego "wspólne jedzenie, zwłaszcza ceremonialne, ma źródło w obrzędowym spożywaniu wyjątkowo wzmacniającego i jednoczącego sakramentalnego pokarmu (...), w ogóle jedzenie tych samych pokarmów wytwarza mistyczną współistotność jedzących" (Znaniecki 1973, s. 239).

A. Van Gennep współuczestnictwo zalicza do obrzędów przejścia, nazywając go przy tym "sakramentem komunii" (Van Gennep 1909, s. 40). Jest on przy tym wyrazem akceptacji, włączeniem się do grupy wioskowej społeczności i łączeniem się z nią w jedną wspólnotę (Szromba-Rysowa 1988, s. 22).

W rozważaniach na temat biesiadowania nie można pominąć wątków biblijnych. W Piśmie Świętym, a szczególnie w Nowym Testamencie, pojawia się wielokrotnie motyw uczty. Jest on uwypuklany w przypowieściach Chrystusa, dla którego Królestwo Boże to nie mająca początku i końca uczta, a życie ludzkie jest podporządkowane zdobyciu na nią zaproszenia (Grzybek, Kudasiewicz, Olszański 1983, s. 472). Wspomnieć też trzeba o agapach, wspólnych ucztach gmin wczesnego chrześcijaństwa, urządzanych na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Były one charakterystyczne dla wczesnego okresu zinstytucjonalizowania Kościoła, gdy opierano się na "dobrowolnej majątkowej wspólnocie" (Harnack 1909, s. 153).

Można przyjąć, że wspólne biesiadowanie tworzy nowe związki pomiędzy ludźmi: "wystarczy dzielić pokarm z człowiekiem, aby stać się w pewnym sensie jego bratem" (Bougle 1908, s. 59). Uczta stawała się także okazją zjednania sobie przyjaciół, jak też zabezpieczała przed złymi intencjami wrogów: "spożywając wspólnie posiłek, ludzie dowodzą swoich uczciwych zamiarów, jeden zaręcza drugiemu, że nie knuje przeciw niemu nic złego" (Frazer 1971, s. 191). Czas uczty był też porą wyciszania konfliktów i próbą szukania zgody między zwaśnionymi stronami, okresem zawierania porozumień i sojuszy.

W dawnych kulturach biesiada była przejawem manifestowania solidarności w obrębie własnej grupy. Dopiero później zaczyna się jawić jako "oznaka pozycji rodziny w hierarchii społecznej" (Thomas, Znaniecki 1976, s. 156). Wywodzi się to z "zasad solidarności rodzinnej, rozszerzonej na członków innych rodzin, a nawet szeszy krąg społeczności wioskowej, która w najwazniejszych sprawach życia i śmierci daje wyraz wzajemnej łączności. Wzajemne zbratanie jest specyficzna formą obcowania ludzi oraz wymiany przedmiotów i usług" (Szromba-Rysowa 1988, s. 23). Uczta ma też coś upamiętniać, czcić, podkreślać.

Uroczystości doroczne i święta rodzinne burzą świat codzienności, czyniąc z zawładniętej przez siebie przestrzeni miejsce niezwykłe. Wyrazem tego są niecodzienne zachowania, tak diametralnie różniące się od porządku świata codziennego. Mają one charakter ekstrawagancji pod postacią szafowania bogactwem, marnotrawstwa i niszczenia dóbr (Caillois 1973, s. 122), powiązanych z nieukrywaną chęcią zapewnienia sobie rozgłosu i sławy (Guriewicz 1976, s. 244).

Między światem święta i światem codzienności zarysowuje się ostry kontrast. "Oszczędność, gromadzenie, umiar określają rytm życia świeckiego, hojność i nadużycie - rytm święta, owego okresowego, tchnącego uniesieniem intermedium sakralnego, które przecina życie świeckie, przywracając mu młodość i zdrowie (Caillois 1973, s. 152). Dla M. Bachtina "moment zwycięskiego triumfu nad światem jest nieodzowną cechą wszystkich obrazów biesiadnych. Nie może istnieć jedzenie smutne. Smutek i jedzenie nie dadzą się pogodzić (choć doskonale godzą się jedzenie i śmierć). Uczta zawsze święci zwycięstwo - tkwi to w jej samej naturze. Biesiadny triumf, to triumf życia nad śmiercią" (Bachtin 1975, s. 396).

Biesiadowanie to także wesoła radosna atmosfera i uczucie przyjemności: "Olbrzymie znaczenie jakie ma uczta wspólna we wszystkich uroczystych okolicznościach, zarówno u nas, jak i w znacznie wyższej mierze u ludów pierwotnych, wskazuje na wyraźnie hedonistyczną rolę, jaką przeżycia przy spożywaniu pokarmów odgrywają w całej ludzkości" (Malinowski 1980, s. 149). Dla J. Obrębskiego, szukającego korzeni tej roli "jest rzeczą znaną i obserwowaną w europejskich środowiskach ludowych, jak i egzotycznych społecznościach, ze kontakt pierwotnej grupy społecznej, grupy ludowej, ze społeczeństwem cywilizowanym stawia grupę pierwotniejszą, przede wszystkim, w obliczu nowych wartości hedonistycznych, że te wartości najłatwiej przemawiające do natury ludzkiej, najłatwiej zrozumiałe, pierwsze podlegają penetracji, pierwsze są przejmowane i propagowane" (Obrębski 1936, s. 420).

Istotną cechą biesiady jest gościnność. Według K. Zawistowicz-Adamskiej, prawo gościnności początkowo obejmowało tylko grupę krewniaczą. Następnie "wykroczyło poza nią, gdy zaistniała potrzeba kontaktów międzygrupowych, a tym samym konieczne było nawiązanie przyjaznych stosunków poza obrębem własnej grupy krewniaczej. Wówczas to obowiązek gościnności, która była ważną podstawą więzi społecznej wewnątrz grupy, przybiera cechy moralnego i sakralnego nakazu wobec innych" (Zawistowicz-Adamska 1950-51, s. 83).

Z gościnnością wiąże się okazanie wzajemności. Uczta wymusza na jej uczestnikach okazanie rewanżu, przy najbliższej okazji biesiadnej. Biesiada jest również próbą ukazania swojego bogactwa, podkreślenia swojej pozycji społecznej, niekiedy też zaznaczenia roli politycznej. Ta prezentacja własnego statusu wywołuje reakcję w współbiesiadników, którzy powinni "oddać zaproszenie" (wyw. 3). Gościna wywołuje więc reakcję łańcuchową. Tak to przedstawia jedna z moich rozmówczyń: "Ja chodziła na wesela, chrzciny, pogrzeby, bo jakbym nie chodziła, to i do mnie nikt by nie przyszedł" (wyw. 10). Trudno nazwać taką relację jako zależność dobrowolną,, ma ona w sobie coś ze społecznego przymusu. Każdy musi się podporządkować niepisanemu prawu rewanżu i wzajemności, w przeciwnym wypadku podlega się społecznemu ostracyzmowi (Berger 1988, s. 73).

Wzajemność to także wzajemna rywalizacja i to nierzadko o pejoratywnym zabarwieniu. Goszczenie przybiera więc niekiedy kształt presji, prowokuje do działania. Może ona dowartościować jej uczestnika, uczynić go przyjacielem; może być okazją do jego pognębienia i ośmieszenia, zerwania przyjaźni. Demonstracja znaczenia i przewagi wydającego biesiadę czyni z uczty "miejsce, gdzie radość zmienia się we wrogość" (Guriewicz 1976, s. 232).

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: