Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Kultura
"Kumie na gościnę cię spraszam" - O zachowaniach biesiadnych na Roztoczu

Rozdział III - Biesiada - bogactwo wzoru kulturowego.
Aktorzy biesiadnego spektaklu


Wyłanianie obsady przedstawienia.

Aby stać się uczestnikiem biesiady, w którejś z badanych wiosek roztoczańskich, należy być na nią zaproszonym. Kto nie miał zaproszenia, często zwanego "biletem", nie powinien znaleźć się przy gościnnym stole. Każda biesiada, bez względu na swój charakter, musiała być poprzedzona "spraszaniem" jej przyszłych uczestników. W zależności od rodzaju gościny zaproszenie było bardziej lub mniej rozbudowane tekstem słownym, ostatnio coraz częściej bywa potwierdzane zaproszeniami drukowanymi (wyw. 10). W przeszłości najbardziej rozbudowaną formę miało zaproszenie na ucztę weselną. Był to ważny moment w życiu człowieka, w życiu społecznym jego znaczenie też było nie mniejsze. Dlatego na wesele zapraszano dwukrotnie. To się nie zdarza przy żadnej innej uroczystości rodzinnej.

Pierwsze zaproszenie miało miejsce na kilka tygodni przed weselem i było uzależnione od daty zapowiedzi w kościele. Było zrytualizowane. Tak je przedstawia jedna z rozmówczyń: "Ano to się ślicznie odbywało, kiedyś narzeczony miał swojego drużbę, a dziewczyna też koleżankę, albo tam jakieś cioteczne siostry czy tam kogo, ładnie się ubierały, kiedyś była moda, jeszcze pamiętam, tak po krakowsku niby, wstążki sobie z tyłu z rozmaitego koloru wpletli, albo w chusteczkach czerwonych, a jak nie to z gołymi głowami, ładnie uprawione włosy, a dalej to aby jednakowe sukienki. Chodzili po mieszkaniach i ukłaniali się wszystkim, po prostu obejmowali się za kolana, tak jakby na klęczkach i panna młoda mówiła: proszę o błogosławieństwo, potem druhna prosiła o błogosławieństwo dla panny młodej. Chłopaki w garniturach, albo w koszulach, jak było ciepło i tak samo. A jak jechali do rodziców, jej czy jego, to już jechali razem" (wyw. 5). Po powitaniu następowało zaproszenie. Było ono ustne i musiało być przekazane osobiście, nawet "jak rodzina była na dziesiątej wsi, to trzeba tam było jechać i prosić" (wyw. 8). Zaproszenie na ogół trzeba było przyjąć, ale w wyjątkowych przypadkach można było odmówić wzięcia udziału w uczcie weselnej. Przysługiwało to przede wszystkim ludziom w żałobie. Dopuszczalna na weselu była natomiast obecność pogrążonej w żałobie najbliższej rodziny młodożeńców. Była to jednak obecność ograniczona do symboli: do jedzenia posiłków i do picia alkoholu przy wznoszeniu toastów. Nie wypadało natomiast odmówić zaproszenia kierując się np. animozjami sąsiedzkimi. Wtedy "do dobrego tonu należało przyjęcie zaproszenia i nie przyjście" na ucztę (wyw. 4). Zaproszenie powtarzano w dniu wesela. Tym razem nie było wśród zapraszających młodej pary, obowiązek powtórnego zapraszania spoczywał na druhnach, drużbach, rodzeństwie i rodzicach młodożeńców. W przeszłości biesiada weselna rozpoczynała się w godzinach przedpołudniowych, dlatego powtórne zaproszenie miało miejsce rano (wyw. 3).

Współczesna uczta weselna została przesunięta w czasie na godziny popłudniowe i ma miejsce po ceremonii kościelnej (w przeszłości ceremoniał w kościele przerywał gościnę weselną). Stąd drugie zaproszenie jest zaproszeniem do wspólnego pójścia do kościoła, ma ono miejsce w godzinach południowych, zapraszającymi są rodzice młodych lub drużbowie (wyw. 12).

Współcześnie pierwsze zaproszenie na weselną ucztę na Roztoczu nie ma, jak kiedyś, związku z zapowiedziami w kościele i zależy od wolnego czasu pary młodej. Tylko oni "roznoszą zaproszenia dla gości" (wyw. 7), czynią to razem, w rzadkich tylko przypadkach osobno. Zaproszenie, jak sie zdaje, nie ma już znanego z przeszłości charakteru wyraźnie rytualnego. Młoda para odwiedza "po kolei zaproszonych gości" (wyw. 12), zaprasza ich słownie na swoje wesele, co potwierdza wręczeniem zaproszenia drukowanego. Same słowa nie są zaproszeniem wiążącym. Przyjście na wesele po rzuconym jakby mimochodem wstępnym zaproszeniu, jest napiętnowywane. Mieszkańcom wioski i osobom blisko mieszkającym wręcza się zaproszenia osobiście, w przypadku krewnych "rozsianych po świecie" (wyw. 7) przesyła się zaproszenia pocztą. Muszą być one odpowiednio wcześniej wysłane by "mogły dojść na czas" (wyw. 12).

Uczta chrzestna we wsiach Roztocza długo pozostawała skromną uroczystością rodzinną. W dekadzie poprzedzającej wojnę, chrzciny były spotkaniem najbliższej rodziny i "kumów", czyli rodziców chrzestnych. Liczba tych ostatnich była różna, wahała się od czterech do dwunastu osób. Zapraszano z niewielkim wyprzedzeniem uroczystości. Najwcześniej kumów. Dla nich było to równoznaczne z wyrażeniem zgody bycia chrzestnymi. Pozostałych uczestników przyjęcia (rodzinę, sąsiadów) zapraszano później. O ile do kumów "fatygowano się osobiście" (wyw. 4), to pozostałych biesiadników zapraszano przy nadarzającej się okazji, podczas spotkań rodzinnych, przy kościele, po niedzielnej mszy (wyw. 11).

Obecnie roztoczańskie chrzciny, to duże przedsięwzięcie biesiadne, rozmach jego imituje ucztę weselną. Jest ono planowane z dużym wyprzedzeniem uroczystości kościelnej. Ma to również wpływ na termin zapraszania na ucztę. Tak jak dawniej, jako pierwszych zaprasza się rodziców chrzestnych, których liczba została zredukowana do dwojga. W dalszej kolejności, do grona zapraszanych uczestników biesiady dołączają krewni i sąsiedzi. Liczba gości dochodzi do kilkudziesięciu osób. Novum lat ostatnich jest pojawienie się na Roztoczu drukowanych z tej okazji zaproszeń (wyw. 7, 13).

Przy omawianiu sposobu zapraszania na ucztę chrzestną, warto zwrócić uwagę na przemianę kryteriów jakimi kierowali się rodzice przy doborze rodziców chrzestnych. Kilkadziesiąt lat temu kumami zostawali ludzie starsi, cieszący się "poważaniem i zacnością" (wyw. 7). Nie miało większego znaczenia bliskie pokrewieństwo, ważnym kryterium był status społeczny i majątkowy. Ostatnie dekady wniosły wiele zmian. Współczesny rodzic chrzestny na Roztoczu to osoba stanu wolnego, powiązana bliskiem pokrewieństwem z rodzicami dziecka (często ich rodzeństwo). Nie ma już istotnego znaczenia kondycja finansowa przyszłych rodziców chrzestnych (wyw. 13).

Wśród omawianych tu uroczystości, zwyczajów wymagających uczczenia biesiadą, szczególne miejsce zajmują pogrzeby. Zarówno zaproszenie jak i gościna mu towarzysząca, mają miejsce w tym samym dniu. W wioskach Roztocza zaprasza się na "obiadek", tuż po zakończeniu ceremonii pogrzebowej, na cmentarzu. Zapraszającym jest ktoś z bliskiej rodziny zmarłego, przeważnie mężczyzna, wypowiadający bardzo lapidarne w formie zaproszenie: "a teraz zapraszam wszystkich na obiadek". Ten krótki zwrot jest niezmienny w każdym ze znanych mi zaproszeń. W sporadycznych przypadkach jest on rozbudowywany, bądź przekształcany. Zmienia się treść zaproszenia, gdy zaprasza osoba spoza wiejskiej społeczności, ktoś "ze świata", "bardziej uczony". Wtedy miast określenia "obiadek" pojawia się "przyjęcie" lub "poczęstunek". Na przyjęcie dla uczestników uroczystości żałobnej zaprasza się werbalnie i tylko na terenie cmentarza (wyw. 2, 10, 18).

Jest wiele innych biesiad, na które zaprasza się w dniu ich odbycia. Na Roztoczu do tego rodzaju biesiad należały gościny z okazji świniobicia, zakończenia prac gospodarskich i budowlanych, opijania zakupów. Wszystkie one mają wszelkie znamiona spontaniczności i ograniczają się do osób obecnych przy pracach, bądź do osób z najbliższego sąsiedztwa, których zaproszenie nie nastręcza większych problemów (wyw. 17, 2).

Większe przedsięwzięcia gościnne na Roztoczu wymagają pewnego wyprzedzenia. Zaprasza się na nie (urodziny, pożegnanie przed odejściem do wojska, jubileusze, wieczory kawalerskie) kilka, kilkanaście dni wcześniej. Zaproszenia mają formę ustną. Jeszcze do niedawna podobnie było z zaproszeniem na gościnę z okazji Pierwszej Komunii. W ostatnich jednak latach coraz częściej uzupełniane są one zaproszeniami drukowanymi (wyw. 13).

Jedyną biesiadą w badanych wioskach na którą można nie zapraszać, a o której powinni pamiętać najbliżsi, są imieniny. Datę imienin "należy sobie wpisać do pamięci", ponieważ wielkim nietaktem jest "przeoczenie" imenin kogoś bliskiego (wyw. 12).

Kryteria wyboru aktorów.

Podstawowym kryterium zaproszenia danej osoby "na gościnę" w wioskach Roztocza jest jej przynależność do rodziny zapraszającego. W zależności od rodzaju biesiady, jej wielkości, bywa zapraszana mniejsza lub większa część rodziny.

Mimo swej wagi nie jest to jedyny wyznacznik. W kulturze tradycyjnej niemniej ważnym kryterium kontaktów towarzyskich było we wsiach roztoczańskich bliskie sąsiedztwo. Wyrażały się one w udzielaniu sobie wzajemnej pomocy. Te zażyłe stosunki przenoszono na czas biesiadowania. Niektóre więc uczty np. świniobicie, były zdominowane przez sąsiadów (wyw. 2, 3).

Współczesność do wsi Roztocza wniosła wiele daleko idących przemian. Ograniczenie roli sąsiadów jest tego najlepszym symptomem. Można dostrzec w tym zarówno postep rolniczy, który przyczynił się do samowystarczalności pracy w gospodarstwach rolnych, jak też rolę znajomości wyniesionych z innej pracy, ze szkoły itd. Znaczący udział sąsiadów zachował się natomiast podczas uczty weselnej i "obiadku", w pozostałych dominuje rodzina. Tylko w urodzinach młodszego pokolenia, wieczorach kawalerskich i "mełusach" przeważają rówieśnicy (wyw. 12, 15).

Ważnym czynnikiem decydującym o wyborze gościa jest powszechna (w całej chyba kulturze świata) reguła wzajemności. Każde zaproszenie, każdą "zaliczoną" biesiadę należy przy najbliższej biesiadnej okazji "oddać" (wyw. 6). Nie jest rzadkim wydarzeniem scedowanie rewanżu na następne pokolenie, który następuje czasami po latach, gdy np. gościnę urzadzają dzieci "dłużnika" (wyw. 12).

Regule wzejemności towarzyszy skrupulatne sporządzenie listy zapraszanych gości. Ma to na celu zapobieżenie ewentualnemu "minięciu" bliskiej osoby. Jest to szczególnie ważne w dużych gościnach, gdy goście są liczni. Na wsi roztoczańskiej liczba gości zgromadzonych na uczcie weselnej, przekracza niekiedy dwieście osób, chrzciny i komunie mogą skupić kilkudziesięciu uczestników (wyw. 12, 13, 15).

Innym kryterium, które na Roztoczu decyduje o otrzymaniu zaproszenia jest wniesiony wkład pracy np. w przygotowania weselne. Dotyczy to przede wszystkim kobiet, pomagających w pracach kucharskich oraz przy wypieku ciast i tortów. Zaprasza sie też osoby coś użycząjce gospodarzom gościny - samochód, kamerę video (wyw. 15).

Powodem, który z pozoru nie ma bezpośredniego wpływu na dobór zaproszonych gości, jest traktowanie uczt jako sposobu pomnażania dóbr. Uczestnik biesiady dość często musi przynieść ze sobą dary. Przybierają one dość różne formy, ale na ogół "zwracają koszty" poniesione na jej urządzenie. Tym między innymi można tłumaczyć rosnącą liczbę gości na roztoczańskich biesiadach (wyw. 7, 17).

Liczba uczestników gościny jest też na Roztoczu oznaką zamożności i społecznego prestiżu. Istnieje sąsiedzka rywalizacja, wymuszająca na gospodarzach biesiad wystawność i zasobność, by dorównać innym. Nie obywa się bez odwołania do staropolskiej maksymy "zastaw się a postaw się". Kontrastują z tym nieśmiało wkraczające w wiejskie środowisko gościny kameralne. Godnym uwagi jest fakt, że są one dziełem wiejskich dorobkiewiczów i miejscowej inteligencji. Społeczność badanych wiosek nie kryje swojego niezadowolenia z tych prób zerwania z tradycją (wyw. 2, 13).

Powinności i przywileje wybrańców.

Obecność na gościnie niesie ze sobą prawa i obowiązki. Te ostatnie są uzależnione od statusu biesiadnika. Największe spoczywają na osobach pełniących zaszczytne funkcje: starostach, drużbach, rodzicach chrzestnych. Oni w stopniu największym pomagają w urzeczywistnieniu biesiady. Udzielają się w przygotowaniach, w załatwianiu urzędowych formalności, wreszcie ich prezenty są najokazalsze (wyw. 6, 7, 17).

Inne zobowiązania mają pozostali członkowie rodziny. Niemniej kosztownymi darami obsypują organizatorów biesiady, ale ogólnie przyjętym zwyczajem jest ich wkład w przygotowania biesiadne. Kobiety pomagają wynajętym "gosposiom" w przygotowaniu potraw, strojeniu miejsc biesiadowania, mężczyźni przygotowują biesiadne pomieszczenia (wyw. 2, 17).

Dwie wymienione grupy osób najbardziej zaangażowanych w przygotowania rekrutuje się z kręgu rodziny. Przeważająca część gości, tych z dalszej rodziny i spoza niej, pojawia się na gościnie wraz z jej rozpoczęciem. Ich obowiązkiem jest przyniesienie daru. Trzeba tu oddzielić pojmownie daru w społeczności tradycyjnej od jego współczesnej wizji. Dawniej na Roztoczu, przynoszący dary, a były nimi produkty żywnościowe, traktowali je jako "przykładanie się do gościny" (wyw. 4). Przez to każdy uczestnik niejako partycypował w przygotowniu biesiady. Była ona wspólnym wysiłkiem całej społeczności. Wiązało się to z poczuciem wspólnoty, z symbiozą wszystkich członków wiejskiej społeczności, połączonej rozlicznymi obowiązkmi i prawami (wyw. 10, 11).

Czasy współczesne uczyniły z daru szczególny rodzaj ekwiwalentu za otrzymanie zaproszenia, próbę jego rekompensaty. Prezent jest we wsich roztoczańskich nieformalnym biletem wstępu na gościnę. Urąga wszelkim niepisanym normom pojawienie się kogoś za biesiadnym stołem, kto wcześniej daru nie wręczył. Zmienił się też rodzaj wpółczesnych prezentów. Nie są to już produkty żywnościowe. Wyparły je artykuły gospodarstwa domowego, sprzęt elektroniczny, wyroby ze szkła i tekstylia. Zwyczajem jest też dawanie "kopertówek" i kwiatów oraz przynoszenie przez żonatych mężczyzn wódki (wyw. 2, 7, 12, 15).

Ważną powinnością gościa jest jego schludny wygląd. Na wszystkich gościnach obowiązuje strój "wyjściowy". Na Roztoczu, na biesiadach "mężczyźni przychodzą w graniturach, kobiety w sukienkach, kostiumach, żakietach" (wyw. 12). Od tych zasad odbiegają zwyczaje związane z uroczystościami pogrzebowymi. Strój żałobników i biesiadników "obiadku" musi być stonowany - czerń u rodziny, brak barw jaskrawych i jasnych u pozostałych uczestników. Warto także zwrócić uwagę na jeszcze inną, szczególną cechę "obiadku". Nie przynosi się nań żadnego daru, co najwyżej pomaga się w jego przygotowaniu (wyw. 12).

Biesiadni goście mają też przywileje. Najważniejszym z nich, jest współuczestnictwo (co jest istotą biesiady). W środowisku wiejskim Roztocza (i nie tylko) gościna, to jedna z niewielu "rozrywek", niepowtarzalna okazja miłego spędzenia czasu, możliwości wyruszenia w niezwykły świat zabawy, oddawanie się wesołej atmosferze (poza stypą, która w swej ideologii może nie niesie takich obietnic, ale w praktyce najczęściej jej zaprzecza).

W okresie przedwojennym na Roztoczu ważną funkcją gospodarza było tzw. "rozsadzanie" gości (wyw. 1). Gospodarz gościny na początku biesiady "rozsadzał gości po uważaniu" (wyw 1). Gość "uważany" mógł liczyć na specjalne względy obsługujących stół.

Przywilejem było, w przeszłości i szczątkowej formie jest tak do dzisiaj, obdarowywanie uczestników biesiady na zakończenie gościny. Zwano ten zwyczaj "dawaniem na wychodne" (wyw. 7), a wrócę do niego w końcowym fragmencie opisu roztoczańskiej biesiady.

Marginalia pierwsze: "goście sienni" i "brama".

Wspomniałem na wstępie tego podrozdziału, że aby stać się uczestnikiem roztoczańskiej biesiady należało być na nią zaproszonym. Było od tej zasady jedno odstępstwo, mała furtka, dzięki której każdy mieszkaniec wsi mógł "po cichu" dołączyć do biesiadnej wspólnoty. W wiejskich ucztach weselnych na Roztoczu, jeszcze do końca lat pięćdziesiątych, brali udział także nieproszeni goście, zwani "siennymi" lub "dzikimi". Możliwe to było w tej części wesela, która odbywała się w "karczmie", gdzie przede wszystkim tańczono, choć nie obywało się tam bez skromnych poczęstunków. "Karczmą" była największa sala we wsi, którą wynajmowano na potrzeby taneczne wiejskich wesel. Ze względu na dużą liczbę uczestników tanecznej części wesela, korzystanie z sali dzielono pomiędzy gości zaproszonych i "siennych". Nie zawsze ów rozdział czasu, miejsca i gości przebiegał bezkonfliktowo. Pojawienie się gości "siennych" powodowało zamieszanie na gościnie. Stałym elementem dawnego wesela były kradzieże wódki, potraw, "zadziory" (zaczepki - K.J.), bójki. Gospodarz musiał wiele wysiłku włożyć, aby obłaskawić gości "siennych" i zapobiec "rozróbom" (wyw. 2).

Zwyczaj przychodzenia na wesele gości "siennych" juz dawno obumarł, w wypowiedziach rozmówców, pamiętających ten zwyczaj, nie odczuwa się z tego powodu żalu. A to ze względu na tragiczne skutki weselnych bójek (powrócę do tego w dalszych rozdziałach tej pracy).

Inną, praktykowaną współcześnie ingerencją niezaproszonych na wesele osób z zewnątrz, jest tzw. "brama". Jest to zastąpienie drogi przechodzącemu lub przejeżdzającemu korowodowi weselnemu, w celu wymuszenia wódki. Służą temu różne fortele: zawiązywanie pomiędzy drzewami lin i sznurów, zastawianie dróg samochodami i wozami, ustawianie stołu na drodze orszaku weselnego. Towarzyszyły też temu długie negocjacje. Zawarcie kompromisu, tj. ustalenie liczby butelek wódki, odblokowywało drogę korowodowi weselnemu do kościoła. "Bramę" ustawiali mężczyźni z wioski młodych, nie powiązani (rodzinnie, towarzysko) z rodzinami pary młodej (wyw. 14, 15).

Marginalia drugie: osoba towarzysząca.

Zwyczaj zapraszania na gościny osoby towarzyszącej (głównie narzeczonej, narzeczonego) jest związany z przemianami jakie zaszły na Roztoczu w latach sześćdziesiątych. Trudno z całą pewnością stwierdzić, ale zapewne wiązało się to z zanikiem zwyczaju przychodzenia na wesele gości "siennych". Gdy obyczaj ów istniał "młodzi kojarzyli się na weselu" (wyw. 3). Nie było to żadnym problemem, gdyż na ucztę weselną zapraszano całą wiejską społeczność, a nawet gdy z jakiś powodów do tego nie doszło, istniała możliwość znalezienia się wśród gości. Była nią wspomniana już zabawa taneczna w "karczmie". Tam nie obowiązywały zaproszenia, "tam bawić mógł się każdy" (wyw. 5). Brak zaproszeń osób towarzyszących był też spowodowany nieistnieniem w społeczności okresu międzywojennego "oficjalnych narzeczeństw" (wyw. 1). Jeśli już można mówić o narzeczeństwie w tym czasie, to było ono krótkie i trwało od czasu pierwszej zapowiedzi w kościele do ślubu (trzy, cztery tygodnie).

Mniej więcej trzydziestu lat wstecz sięga zwyczaj zapraszania dziewcząt i chłopców z osobami towarzyszącymi. Dotyczy to jednak wyłącznie uczt weselnych. Od młodzieży oczekuje się przybycia w towarzystwie, a fakt ten jest brany pod uwagę przy ustalaniu liczby gości (wyw. 7, 12).

Obecność osób towarzyszących bez zaproszenia ma miejsce czasami przy innych okazjach biesiadnych. Zdarza się, że obydwoje narzeczeni pojawiają się na gościnach chrzestnych, komunijnych, imieninowych, a "wszystko to ma na celu pokazanie się rodzinie" (wyw. 12).

Warto zwrócić uwagę na status osoby towarzyszącej. Ma ona prawa gościa, lecz jest zwolniona z jego powinności. Cały obowiązek spoczywa na osobie zaproszonej (np. przyniesienie prezentu, kwiatów).

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: