Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Kultura
"Kumie na gościnę cię spraszam" - O zachowaniach biesiadnych na Roztoczu

Rozdział III - Biesiada - bogactwo wzoru kulturowego.
Zrytualizowane picie alkoholu


Człowiek - alkohol - upojenie.

Od dawna, nie tylko w roztoczańskiej rzeczywistości, "kpiono z suchej biesiady" (Brückner 1937, s.100). Związki człowieka z alkoholem sięgają sześciu tysięcy lat. Niewielki to fragment czasu jak na historię ludzkości. Zdążył jednak alkohol, nawet w tak krótkim czasie, odcisnąć własne piętno w dziejach człowieka. Pojawił się przy obrzędach religijnych, w sytuacjach biesiadnych, zdobył uznanie jako środek leczniczy, stał się nade wszystko panaceum na uciążliwości codziennego życia człowieka. "Pijącym zawsze przyświecał ten sam cel i rezultaty. Chodziło o to, by wydrzeć duszę, choćby siłą, z szarości codziennego bytowania, skierować ją w inną przestrzeń, której nie ograniczają ciasne mury wulgarnej pospolitości, gdzie nie dręczą żadne smutne ani nieprzyjemne myśli, a wprost przeciwnie - panuje szczera wesołość, radość chwili, łaska zapomnienia. Oto co zawsze pociągało ludzi w alkoholu" (Fouqet, de Borde 1990, s. 7).

Alkohol zajmuje poczesne miejsce we wszystkich biesiadach. Ludzie zgromadzeni przy wspólnym stole sięgają po niego co najmniej z dwóch powodów. Pierwszym jest uzyskanie lepszego kontaktu z innymi oraz pogłębienie poczucia więzi społecznej. A.Kępiński (1972, s. 51) owe stadium nazywa kontaktywnym. Drugim powodem picia alkoholu jest chęć wyrwania się z codzienności i doznanie innych stanów świadomości. Jest to według A.Kępińskiego (1972, s. 51) motyw dionizyjski.

Wieś polska przez kilka wieków byla poddawana silnym naciskom propinacyjnym. Chłop, obciążony powinnościami pańszczyźnianymi, szukał pocieszenia w karczmie (Burszta 1950). Chwile szczęśliwości naznaczone spożyciem alkoholu, rozciągały się również na uroczystości kościelne i rodzinne, mimo nawoływań księży i co jakiś czas powoływanym towarzystwom trzeźwości.

Ostatnie kilkadziesiąt lat to czas wielkich zmian na wsi polskiej. Tym co odróżnia wieś współczesną od tradycyjnej, to m.in. spowszednienie alkoholu w życiu człowieka. W społeczności tradycyjnej miał on swoje stałe miejsce. Pojawiał się w okresie świąt, uroczystości, w czasie świętym, wolnym od pracy. Jeżeli nawet ten czas nie zawsze bywał praktykowany, to przecież odstępstwa wymagały sankcji. Przemiany cywilizacyjne i świadomościowe po wojnie zburzyły ten ład. Alkohol wkroczył do codzienności.

Źródła pozyskiwania i rodzaje alkoholu.

Na roztoczańskiej biesiadzie alkoholu tak jak żywności nie może zabraknąć. Nie do pomyślenia jest biesiada bez wódki. Zachowanie takie sprowadziłoby na dom "sromotę", wspominanie "do grobowej deski", niemożność "spojrzenia ludziom w oczy". Może dlatego nie udało mi się natrafić na ślad gościny, która odbyła się bez alkoholu. Jedyną biesiadą, która czasami może być bezalkoholowa, jest przyjęcie z okazji Pierwszej Komunii. I tu jednak się zdarza, że szlachetne intencje rodziców dziecka zakłócają goście, którzy przynosząc wódkę stawiają biesiadników w sytuacji bez wyjścia (wyw. 2).

Zgromadzenie alkoholu, jego zakup, to najważniejsze i najkosztowniejsze przedsięwzięcie biesiady. Na Roztoczu przygotowania do jego nabycia rozpoczynają się po ostatecznym ustaleniu liczby gości i przemnożeniu jej przez tzw. obiegowy przelicznik. Zwykło się tu dla każdej zaproszonej pary przeznaczać "pół litry" (wędliny odpowiednio "dwadzieścia deko"). Ilość ta powinna w pełni zaspokoić potrzeby stołu, uchronić przy tym gospodarzy przed kompromitacją (wyw. 12, 13).

Zakupem alkoholu zajmują się na Roztoczu gospodarze biesiady (rodzice dziecka, pary młodej - po połowie, solenizanci etc.). Jeszcze do niedawna (przed ekspansją prywatnego handlu) wybierano się w tym celu do najbliższego miasta (Biłgoraj, Józefów). Mówiono mi, że przed wojną musiała to być "wódka najprzedniejszego gatunku", jak na przykład ta, którą zwano: "Rżnij święty Walenty". Od czasu drugiej wojny światowej wraz z trudnościami aprowizacyjnymi coraz częściej na biesiadnym stole pojawia się bimber. Od tego czasu datuje się częste "samoróbkowe pędzenie samogonu" (wyw. 2, 18). To zjawisko nasila się zawsze podczas trudności rynkowych. Szczególna sytuacja wystąpiła w latach osiemdziesiątych. Wprowadzona wówczas reglamentacja sprzedaży wyrobów spirytusowych utrudniła na kilka lat biesiadną aprowizację. Ułatwienia w postaci pozwoleń na zakup dodatkowego alkoholu z okazji wesel i chrzcin nie rozwiązały do końca problemu zaopatrzenia. Ponownie uaktywnił się proceder nielegalnego wyrobu bimbru. Ważnym źródłem legalnego zaopatrzenia w alkohol przez całą dekadę lat osiemdziesiątych stały się sklepy "Pewexu". Pochodząca z tego źródła wódka "Żytnia" (butelka kosztowała jednego dolara) zdominowała wówczas stoły biesiadne. Lata dziewięćdziesiąte ograniczyły rolę "Żytniej" na rzecz "Wyborowej", "Krakusa" i wódek koszernych: "Rebeki", "Judyty", "Cymesu" (wyw. 2, 14, 18).

Napojem alkoholowym, którego znaczenie zmalało na roztoczańskiej wsi, jest piwo. W przeszłości pełniło tu ważną rolę w biesiadzie, szczególne zaś miejsce przypadało piwu w obrzędzie oczepin. Nagradzano nim (dotyczy to głównie okresu przedwojennego i wcześniejszego) wręczane pannie młodej datki. Całą ceremonią kierował starosta dzieląc pomiędzy gości beczkowe piwo. Współcześnie nie podaje się piwa na biesiadach. Robi ono jednak oszałamiającą karierę na młodzieżowych prywatkach (wyw. 4, 10, 14, 15).

Na roztoczańskich młodzieżowych prywatkach pojawia się także wino, zarówno oryginalne, jak też pod postacią tzw. cocktail-coolerów, aperitifów, drinków. Jest to swoiste novum, zważywszy na pogardę, z jaką dawniej traktowano tu produkty krajowego przemysłu winiarskiego. "Wino marki wino" i temu podobne wyroby, oferowane w wiejskich sklepach i na wiejskich zabawach, łączono z osobani dotkniętymi alkoholizmem, z "mętami", "żulami". Szanujący się mieszkaniec tutejszych wiosek przedkładał nade wszystko wódkę. I co więcej, w ostatnim czasie pojawia się szampan i to nie tylko na młodzieżowych "bibach". Uatrakcyjnia on niektóre uroczystości rodzinne, np. urodziny, imieniny, jubileusze (wyw. 13, 15).

Biesiadny alkohol na Roztoczu może pochodzić z dwóch źródeł. Pierwszym i głównym jest zakup przez gospodarzy biesiady (w przypadku wesela strony dzielą się po połowie). Drugim źródłem, o marginalnym znaczeniu, jest alkohol przynoszony przez zaproszonych gości. Zwyczajowo przyjętym zachowaniem jest przyniesienie przez mężczyznę (żonatego) "półlitrówki". Jest to rodzaj świadczeń, wnoszonych do biesiady (wyw. 2, 12).

Nalewanie, dolewanie, etykieta, toastów obumieranie.

Na Roztoczu podczas gościny alkohol trafia na stół sukcesywnie, powoli. Sam gospodarz lub osoby przez niego wyznaczone obserwują stół biesiadny i w razie potrzeby uzupełniają niedobory. Ma to na celu kontrolowanie stanu trzeźwości biesiadników, tak by "nikt się szybko nie upijał" (wyw. 12). Ponadto na weselu zapobiega to kradzieżom wódki (wyw. 2).

Wódkę rozstawia się na stołach (stole) po zjedzeniu posiłku, obiadu. Niegdyś daniem wstępnym była galareta, ostatnio jest to już dwudaniowy obiad. Butelki stawia się w równych odstępach, analogicznie do powtarzającej się kompozycji naczyń i półmisków oraz sąsiedztwa rozstawionych wcześniej, przed przybyciem gości, butelek z innymi napojami (wyw. 6, 12).

Biesiada roztoczańska zawsze miała swojego "mistrza ceremonii". W małych rodzinnych ucztach funkcję tę pełnił zazwyczaj gospodarz, gdy rozmiary gościny były większe (np. wesela) przejmował ją "chorąży" ("starosta"). Przed półwieczem właśnie "on wódką częstował, podchodził z kieliszkiem, nalewał każdemu, on wszystkim dowodził" (wyw. 3). Podlegali mu pomocnicy, których zadaniem było donoszenie wódki i zakąsek, a pito z jednego kieliszka - wódka, zakąska - wspólny kieliszek wędrowały po całej izbie. Picie ze wspólnego kieliszka wiązało się z przymusem, "prynuką" picia. Na przykład wielkim na Roztoczu nietaktem było "ominięcie" kolejki i podanie pełnego kieliszka sąsiadowi. W ostateczności godziło się to niewiastom, osobom chorym, starym, nieletnim. Nie mogło jednak się obyć bez uszczypliwości, gdy odmawiającym picia był mężczyzna. Przymus wspólnego picia alkoholu był na biesiadzie powszechny, a osoby nie poddające się dyktatowi większości pretendowały do miana "odmieńców", "nie-chłopów", "babskich stryjów" (wyw. 4). Zasadą było również wylewanie z kieliszka resztek alkoholu na ziemię. Niestety, moi rozmówcy nie potrafili wyjaśnić sensu tego zwyczaju (wyw. 4).

Współcześnie na roztoczańskich biesiadach nie pija się już ze wspólnych kieliszków (poza piciem na plenerowych zabawach ludowych czy pod sklepami). Nie spotykają już gości reprymendy z powodu uchylania się od picia, aczkolwiek takie perswazje w dalszym ciągu mają miejsce przy biesiadnym stole. Teraz każdy biesiadnik ma swój kieliszek dla siebie, własną szklankę lub "literatkę" do "popitki" (wyw. 12). Inną też rolę odgrywa starosta i gospodarz. Tylko na małych gościnach gospodarz kontroluje sytuację przy stole, on nalewa wódkę, wznosi toasty, czyni "dolewki opornie pijącym" (wyw. 18). Zmieniła się też funkcja starosty na weselu roztoczańskim. Została ona sprowadzona do "umiejętnego dyrygowania" gośćmi oraz ponaglania "stron" do picia. Ponadto na weselu ma miejsce podział gości na małe grupy, zwane stronami, skupione w kręgu wspólnej butelki wódki. Każda grupka ma swojego "mistrza ceremonii", który nadaje rytm piciu alkoholu. Piją więc one niezależnie od siebie, a do ogólnej synchronizacji dochodzi tylko przy toastach, wznoszonych na cześć młodej pary (wyw. 2, 12, 18).

Toasty pojawiają się przy różnych okazjach. W polskiej przeszłości "toastów było tak dużo, że goście więcej musieli stać niż siedzieć" (Bystroń 1976, s. 186). Ta rozbudowana twórczość oracyjna wieków przeszłych nigdy nie dotarła w swej okazałej formie pod roztoczańskie strzechy. Tu toasty, wygłaszane przy biesiadnym stole, mają lapidarną formę.

Wznoszenie toastów na Roztoczu ma na celu przekazanie adresatowi życzeń zdrowia i pomyślności. To, że wiąże się to z piciem alkoholu, ma zapewne związek z tradycją i, być może, przekonaniem, iż alkohol ma właściwości lecznicze (Język a kultura 1992, s. 195). W toastach roztoczańskich życzy się przede wszystkim:

  • zdrowia: "zdrowie młodej pary", "zdrowie solenizanta", "zdrowie jubilata", "zdrowie narodzonego" etc.,
  • składa się ogólnikowe życzenia: "sto lat" (na stojąco), "wszystkiego najlepszego" etc.,
  • ponagla się współbiesiadników: "no, to chlup", "no, to siup", "no, to chlup w ten głupi dziób", "chluśniem, bo uśniem", "no, to na drugą nóżkę" etc.
Toasty mają przeważnie swojego konkretnego adresata, obecnego przy stole. Bywa też nim czasami ktoś dostojny a nieobecny przy stole. Pije się wtedy za zdrowie lokalnych dygnitarzy, popularnych polityków. Pije się też za osoby bliżej nieokreślone: "za tych, co pracują", "za tych, co garują", "za tych, co na morzu", "za tych, co nie mogą".

Niekonieczne odsłony błogostanu biesiadnego: tańce, "bitki".

Biesiada to tworzenie wspólnoty, zacieśnianie kontaktów międzyludzkich, "bratanie się". Pisałem już o nieodłącznych elementach biesiadnej aury: rozmowach, wspólnym śpiewaniu. Innym jej składnikiem, niekiedy się pojawiającym (np. na weselach, na "bibkach" młodzieżowych), jest taniec. Jego funkcja jest porównywana przez niektórych badaczy z piciem alkoholu. Intensywny ruch i zapamiętanie przypominają upojenie, oszołomienie, podobne alkoholowemu upojeniu (Fouqet, de Borde 1990, s. 22).

Taniec odgrywał szczególną rolę podczas uczty weselnej. W tradycyjnym weselu roztoczańskim był on kulminacją obrzędu. Na czas tańców goście opuszczali pomieszczenie biesiady i przenosili się do karczmy. Tam tańczono przy dźwiękach orkiestry, złożonej z jednych lub dwojga skrzypiec, harmonii, bębna. Inicjowano wspólne tańczenie "kompletem", czyli polką, oberkiem, walcem, fokstrotem. Sala na przemian była opanowywana przez gości zaproszonych i "siennych". W miejscu przeznaczonym na tańce nie biesiadowano, tutaj niewiele też pito (wyw. 1, 11).

Dzisiaj nie ma już podziału na salę biesiadną i taneczną. Całość wesela odbywa się w jednym pomieszczeniu - w sali gimnastycznej szkoły lub remizie strażackiej. Tańczy się pośrodku sali, pomiędzy stolikami. Wspólną zabawę rozpoczyna młoda para, następnie do tańca ruszają pozostali. Z racji tożsamości miejsca biesiada i taniec nie są już odrębnymi częściami wesela, taniec natomiast pełni funkcję przerywnika między jedzeniem i piciem następnych "kolejek" (wyw. 13).

We wsiach Roztocza zmianom miejsca tańców na weselu towarzyszy też zmiana upodobań muzycznych. Zniknęły bezpowrotnie zespoły muzyczne, grające ludową muzykę na akustycznych instrumentach. Ich miejsce zajęły zespoły dysponujące elektrycznym nagłośnieniem, wykonujące własne wersje współczesnych przebojów muzyki pop i disco. Niekiedy zamiast zespołu muzycznego tło muzyczne stanowi muzyka z magnetofonów. Podobną oprawę mają młodzieżowe "imprezki" (wyw. 14, 15).

Szczególnie w przeszłości atmosfera biesiady uzupełniana była przez "bitki". Były one zwykłym elementem zwyczajów biesiadnych. "Bez bitki nie mogło się obejść żadne wesele" (wyw. 2). Często też dochodziło do nich na wiejskich zabawach. Zarówno wesele, jak też zabawa ludowa - to miejsca największych zgromadzeń wiejskich, znakomite przy tym pole do porachunków wewnątrz i międzywioskowych. Wzajemne urazy nie zawsze były przyczynami bójek, inspirował je przede wszystkim nadmiar wypitego alkoholu. "Bitki" zawsze miały swoich "prowodyrów" spośród tak zwanej "kawalerki". To kawalerowie przenikając na wesele w charakterze gości "siennych" wszczynali bójki z zaproszonymi gośćmi. "Oni specjalnie przychodzili, by się bić. Wywoływali gości na zewnątrz i bili sztachetami, kijami, drągami, butelkami" (wyw. 2). Niekiedy bójki na Roztoczu miały tragiczny przebieg, poturbowanie zaś było czymś normalnym, śmiertelne ofiary też się zdarzały. Obecnie "bitki" zniknęły z wesel wraz z zaprzestaniem przychodzenia na ucztę weselną gości "siennych". Sporadycznie mają miejsce na wiejskich zabawach i w dyskotekach. Wtedy zawsze mają charakter porachunków międzywioskowych.

"Wychodne" - koniec biesiady.

Biesiada roztoczańska, mimo pozornej chaotyczności, ma swoją dramaturgię, obowiązującą kolejność sekwencji działań. Ostatnią i kończącą jest "wychodne", czyli opuszczanie gościny przez biesiadników. Nie sposób przewidzieć, kiedy ów moment nastąpi. Uzależnione jest to od atrakcyjności uczty, rozbawienia gości i chwili kiedy "nią nacieszeni" dojrzewają do decyzji powrotu do domu (wyw. 2, 3).

Wychodzenie z biesiady jest skonwencjonalizowane. Niedopuszczalne jest jej opuszczenie "chyłkiem", bez zakomunikowania tej decyzji gospodarzowi. Przy wyjściu należy mu podziękować "za wszystko" i skomplementować kończącą się gościnę. Gospodarz musi podjąć próbę zatrzymania gościa. Służą temu różne fortele. Najbardziej popularnym jest napełnianie kieliszków i picie alkoholu z wychodzącym na stojąco ("rozchodniaka", "na chybciucha"; wyw. 12). Innymi sposobami są: odciąganie żony od męża, podawanie kawy, mobilizowanie (na weselu) orkiestry do grania, chowanie gościom ubrań. Te fortele często ciągną się w nieskończoność. Gdy już wszystkie możliwości zatrzymania gości się wyczerpały, następuje ostatni akord biesiady - obdarowywanie gości. Rozdawano wówczas "korowale" (wesele), ciasta, pierogi "ryczczane". Współczesne gościny wieńczy rozdział ciast, wędlin, tortów (wyw. 1, 11, 12, 14).

Pożegnanie staje się pretekstem do zaproszenia gospodarza na własną biesiadę. I tak biesiadny krąg się kręci (wyw. 11, 12).

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: