Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Kultura
"Kumie na gościnę cię spraszam" - O zachowaniach biesiadnych na Roztoczu

Rozdział III - Biesiada - bogactwo wzoru kulturowego.
Biesiadne preteksty


"Wesele, chrzciny, pogrzeb - to były trzy najważniejsze okazje kiedy urządzano gościny" (wyw.1). Przyjście na świat nowego członka rodziny, fakt zawarcia małżeństwa oraz najsmutniejszy moment w życiu rodziny i otoczenia - ostatnie żegnanie bliskiej osoby - były ( i są współcześnie) najważniejszymi okazjami, pretekstami do spotkań rodzinno-sąsiedzkich, wieńczonych gościnami. Inne okazje się zmieniają. Miejsce zapomnianych pretekstów przejmują okazje nowe. Ujawniają przy tym naturalną skłonność kultury ludowej do przejmowania wzorców z zewnątrz.

Podstawowa funkcja rodziny - potomstwo -zdeterminowana jest czynnikami społecznymi, religijnymi kulturowymi, jak też swoistą potrzebą macierzyństwa i ojcostwa (Szynkiewicz 1976, s. 491), (Gerlich 1984 s. 19). Fakt ten włącza rodzinę w system zwyczajowo-obrzędowy. Narodziny dziecka, więc i nadanie imienia związane w polskiej obyczajowości z sakramentem chrztu włączającym je w obręb wspólnoty, jest pierwszym pretekstem w życiu człowieka, naznaczonym biesiadą. Słowo pretekst najlepiej oddaje istotę obecności dziecka w gościnie, bohater bowiem praktycznie nie bierze w niej udziału. Jego obecność naznaczona jest tylko odświętnym ubrankiem i otrzymywaniem prezentów (wyw. 6). (Do kwestii biernego uczestnictwa dzieci w gościnach powrócę w niniejszej pracy).

Chrzciny w przeszłości, w środowisku wiejskim Roztocza, nie zawsze pociągały za sobą gościny, choćby skromne. Być może wpływ na to miała przede wszystkim sytuacja materialna rodziców dziecka, w mniejszym stopniu liczba dzieci. A jednak podkreślano właśnie biesiadą narodziny pierworodnego syna czy też dziecka długo oczekiwanego. Przy dziecku "którymś z kolei nie roztrząsano się specjalnie" (wyw. 10). Przedwojenne gościny, jeśli już miały miejsce były skromnym poczęstunkiem, w którym brała udział najbliższa rodzina, kumowie. Tradycja obecnego modelu biesiady z okazji chrztu sięga nie dalej niż lat sześćdziesiątych, kiedy to nastąpiły niemalże rewolucyjne zmiany w obyczajowości wiejskiej na Roztoczu. (Do tego wątku powrócę w podsumowaniu pracy).

Bez wątpienia najważniejszym pretekstem biesiadnym na Roztoczu było i jest zawarcie małżeństwa. Zdarzenie to absorbowało całą wiejską społeczność. W większości przypadków, przyszli małżonkowie pochodzili z tej samej miejscowości. W tak zwane "rajenie" angażowano swatów, należy też wspomnieć o "dominującej roli rodziców" przy wyborze współmałżonka (Kwaśniewicz 1979, s.125). Spora część społeczności wiejskiej brała udział w przygotowaniach, a niemal cała wieś przychodziła na wesele.

O ile wiejskie chrzciny były pozbawiene biesiady to wesele zawierało ten składnik "od zawsze". Można powiedzić, że uczty były najważniejszym i najistotniejszym elementem wesela i bywały wzorem wszystkich rodzinnych gościn.

Ostatnią z trzech najważniejszych wiejskich okazji biesiadnych jest pogrzeb. Śmierć, z powodu swej grozy i tajemniczości była "podatnym podłożem do wykształcenia się bogatej sfery obyczajowo-biesiadnej" (Kwaśniewicz 1979, s. 137). Z obrządkiem grzebalnym wiąże się na wsi wiele nakazów, których należało ściśle przestrzegać. Jednym z nich jest konieczność ugoszczenia uczestników ceremonii pogrzebowej. Ów nakaz bywa nawet dziś dwojako interpretowany. Z jednej strony jest to zadośćuczynienie trudu uczestnikom pogrzebu i miało znaczenie głównie w przeszłości, gdy przybycie na pogrzeb wymagało niemałego wysiłku. Drugim było oddanie czci zmarłemu. Brak gościny lub jej skromność była "źle poczytywana przez ludzi" i przynależna osobom, "które sobie na nią nie zasłużyły" (wyw. 11).

Trzy wymienione okazje biesiadne stanowią kanon tradycyjnych i współczesnych biesiad rodzinno-sąsiedzkich. W przypadku pozostałych pretekstów biesiadnych na Roztoczu można mówić o dość dużych zmianach. Pewne okazje zniknęły, inne natomiast się umocniły, przybrały nowe oblicze, powstały też nowe, wcześniej nieznane w środowisku wiejskim Roztocza.

Poza wspomnianym już kanonem uroczystego spożywania jadła, taką ważną w przeszłości, a dziś zanikłą biesiadą było goszczenie rodziny i sąsiadów z okazji świniobicia. Tak opisuje świniobicie jeden z moich rozmówców: "Prosiło się rzeźnika, przychodził, zabijał świnię, no i naprędce baleron wycinał, ten z gnatem, wrzucało się w garnek i to się gotowało" (wyw. 10). Po zabiciu świni następowało "rozbieranie" (porcjowanie - K.J.) i tworzenie tak zwanego "zadzielnego". Gdy wszystko już było gotowe "zwoływano sąsiadów i rodzinę" i obdarowywano "zadzielnym". Następnie zasiadano przy stole, na którym "musiała być wódka" (wyw. 1, 3, 10). Obdarowywanie mięsem miało swój praktyczny wymiar. W przeszłości świniobicie miało miejsce dwa, trzy razy w roku, w każdym gospodarstwie. Dawanie mięsa i oczekiwanie rewanżu było więc niepowtarzalną w formie dystrybucją mięsa.

Współcześnie, w badanych przeze mnie wioskach Roztocza, nie występuje już gościna z okazji świniobicia, a jeśli się jeszcze zdarza w niektórych gospodarstwach, to ma już zupełnie inną formę. Poprawa sytuacji materialnej sprawiła, że mięso przestało być surowcem trudno dostępnym. Obecnie mięso z zabitej świni trafia tylko do członków najbliższej rodziny, a jeżeli do sąsiadów, to ma znamiona transakcji handlowej. Zdarza się jednak, choć rzadko, że świniobicie wieńczy gościna. Jest ona wtedy ograniczona do najbliższej rodziny i nosi miano "picia pod świeżynkę" (wyw. 12).

Okazjami do biesiadowania były i są zwieńczenia prac budowlanych. Tak zwane "wianki" kończyły kolejne etapy budowy, od fundamentów do "wstępin". Gościna taka miała ograniczoną liczbę gości, zazwyczaj najbliższą rodzinę i ekipę budowlaną, niekiedy proszonych do pomocy sąsiadów. Większy rozmach cechował "wstępiny", "zasiedziny", czyli wprowadzenie się do nowo wybudowanego domu. W tym przypadku szerszą reprezentację miała rodzina, chociaż zapraszano też sąsiadów (wyw. 2, 8).

Zgoła odmiennie obszedł się czas z gościnami kończącymi prace polowe zwanymi "dożynkami" i "wykopkami". Dawniej wiązały się one z pomocą rodzinno-sąsiedzką czyli tak zwanym "odrobkiem". Duża liczba osób wspólnie pracujących sprzyjała zachowaniom biesiadnym, spotkaniu przy wspólnym stole. W dobie postępującej mechanizacji, w badanych przeze mnie wioskach wyrugowano instytucję "odrobku", tym samym przestały istnieć przesłanki organizowania biesiad dożynkowych i wykopkowych (wyw. 6, 18).

Uroczystości kościelne na wsi również kończyły się kiedyś biesiadowaniem. Ceremonie religijne wiązały się z odwiedzinami rodziny i powinowatych. Biesiady miały dwojaki charakter. Przybierały przede wszystkim charakter gościny domowej. W tej formie podobne zwyczaje mają miejsce i dzisiaj. Drugą formą gościny z okazji świąt kościelnych, znanej z przeszłości, była biesiada plenerowa. "Szło się po kościele, kupowało się w karczmie wódkę, kuma z kumą przynosiły po pierogu i piło się pod krzakiem" (wyw. 5).

Przy okazji picia "pod krzakiem" należy wspomnieć o roli karczmy w środowisku wiejskim. W każdej miejscowości, w której przeprowadzałem badania, do wybuchu drugiej wojny światowej istniała karczma. Nie tylko pełniła funkcję miejsca rekreacyjnych spotkań, ale była również punktem aprowizacyjnym wiejskiej ludności. Tu po pogrzebie inicjowano "obiadki" (gościny pogrzebowe - K.J.), by jak najprędzej wynagrodzić trud żałobnikom przybyłym nierzadko z dalekich stron, a w szczególności tym, którzy nie zamierzali uczestniczyć w "konsulacji" w domu (wyw. 2, 11).

Do biesiadnych obyczajów w kulturze tradycyjnej należało też "opijanie" ważniejszych zakupów, np. konia czy sprzętu gospodarskiego, dokonywanych na pobliskich jarmarkach w Józefowie i w Biłgoraju. Z odwiedzinami tych miast wiąże się zwyczaj regularnych podróży na okoliczne jarmarki. Nie ważne było czy odwiedzający miał ku temu powody, jak sprzedaż czy kupno. Jarmark dostarczał kontaktów, pozwalał na wymienianie różnorakich informacji, umożliwiał śledzenie koniunktury na rolnicze produkty. Każda taka wizyta kończyła się obecnością w karczmie lub pijalni. (wyw. 2, 10).

W wyniku przemian ostatnich dekad na wsi polskiej, zmieniła się też obyczajowość biesiadna i to zarówno w odniesieniu do formy gościn jak również okazji biesiadom przychylnych. Zachowaniami biesiadnymi obrosły święta dotychczas ich pozbawione. Przykładem wiejskiego święta religijnego, będącego dawniej tylko uroczystością kościelną, a obecnie wypełnionego treściami świeckimi jest Pierwsza Komunia. Jeszcze w latach sześćdziesiątych była ona ograniczona do uczestnictwa rodziny we mszy świętej w kościele. Swoją komunię świętą z końca lat pięćdziesiątych tak wspomina jedna z rozmówczyń: "Pamiętam poszłam do komunii, mama poszła ze mną, dwa jajka mi ugotowała, zapiąteczek chleba zjadło się i do domu przyszło i pognało się krowy, bo wtedy nie było jak teraz w niedzielę, tylko na tydniu (tygodniu K.J.)" (wyw. 7).

W ciągu ostatnich trzydziestu lat wzrosło chyba znaczenie samego obrzędu Pierwszej Komunii. Przepełnił się on przy tym elementami niereligijnymi. Ich przejawem jest towarzysząca tej uroczystości gościna, urządzana niekiedy z takim rozmachem, że bywa nazywana przez mieszkańców Roztocza "małym weselem" (wyw. 12). Rozbudowanie jej formy rozmówcy tłumaczą przejmowaniem wzorów miejskich. Problem ten dotyczy wszystkich gościn, ale w przypadku gościn o tak krótkim rodowodzie, zewnętrzne wpływy są szczególnie widoczne.

Uroczystością rodzinną, która dołączyła do grona świąt hucznie obchodzonych na wsi roztoczańskiej, są imieniny. Niegdyś prawie nieobecne w wiejskim rodzinnym kalendarzu, współcześnie uzyskały rozmiary niewiele mniejsze niż biesiady Pierwszej Komunii. W badanych wioskach gościny imieninowe urządzane są głównie przez osoby starsze, zamężne lub żonate. Małżeństwo obchodzi je osobno, ale gdy ich imieniny są blisko siebie usytuowane w kalendarzu, wydają wspólną biesiadę. Biesiady imieninowe obchodzi się co roku albo wcale (wyw. 12).

Zdecydowanie powojenną proweniencję na wsi polskiej ma zwyczaj świętowania urodzin. W badanych wioskach stanowią one jakby opozycję imienin. Te ostatnie, jak już wspomniałem, to biesiady osób dorosłych lub nawet starszych, już ustatkowanych. Zaprasza się na nie bliską rodzinę, znajomych z pracy, najbliższych sąsiadów. Urodziny natomiast szczególną estymą cieszą się wśród młodzieży, a najbardziej znaczące miejsce przypada urodzinom osiemnastym ("osiemnastkom"). Przyjęcie urodzinowe, to gościna rówieśników jubilata, z wyłączeniem innych grup wiekowych (wyw. 13, 15).

Innym pretekstem biesiadnym ostatniego okresu w badanych wioskach Roztocza, są jubileusze pożycia małżeńskiego. Swoje spopularyzowanie zawdzięczają Urzędom Stanu Cywilnego, do których zadań należało odnajdywanie par obchodzących "okrągłe" rocznice pożycia małżeńskiego. Z czasem ten obyczaj został przeniesiony z sal urzędu do domów rodzinnych. Ich rangę podniósł zwyczaj odnawiania sakramentu małżeństwa w kościołach (wyw. 11, 12).

We wsiach Roztocza nie obywa się bez "zakrapiania" alkoholem także poważniejszych zakupów. Szczególnym przykładem tego zwyczaju jest dziś nabycie samochodu. We wszystkich znanych mi przykładach odbywa się to według podobnego scenariusza. Szczęśliwy nabywca auta zaopatruje się "po drodze" w wódkę i po powrocie do domu, w gronie bliskiej rodziny wraz z towarzyszącymi mu "rzeczoznawcami" "opijają" nowy nabytek. Istnieje w gronie najbliższych znajomych swoisty wymóg dopełnienia tego obowiązku. Osobom uchylającym się od "opicia" grożą konsekwencje, np. psucie się samochodu (wyw. 2, 14).

Do nowych okazji biesiadnych, które w ostatnich latach dołączyły do tych już znanych, trzeba na Roztoczu zaliczyć pożegnalne przyjęcie odchodzącego do wojska, zwane "mełusem". Jest on urządzany w wynajętej sali (zimą) lub w plenerze, przy ognisku (latem). Stroną organizacyjną zajmuje się sam zainteresowany, pomaga mu w tym rodzina, która jednak nie bierze w nim udziału. Pomoc potencjalnych gości ogranicza się do przyniesienia napojów alkoholowych i przygotowaniu miejsca. Gościna ta - to spotkanie kolegów poborowego (tylko niekiedy, w charakterze osób towarzyszących dopuszcza się obecność dziewcząt), "rozprawiających o wojsku i chlapiących alkohol" (wyw. 14, 15).

Podobny przebieg mają na Roztoczu wieczory kawalerskie i picie tzw. "pępkowego". W obu przypadkach dobór gości ograniczony jest do najbliższych znajomych, kolegów z pracy i z sąsiedztwa. Wspomnieć też należy o zwyczaju obchodzenia imienin w miejscu pracy. Przed 1989 rokiem miały one miejsce w miejscach pracy, obecnie zwyczaj ten przeniesiony został do lokali gastronomicznych, pijalni piwa (wyw. 14, 18).

Okazji do urządzania biesiad jest wiele, wcale nierzadko ich substytutem staje się po prostu picie alkoholu, bez okazji. I nie jest to bynajmniej nowy wytwór współczesnej obrzędowości biesiadnej. Ma on już swoją długą historię, wystarczy przywołać w tym miejscu cytowany już w mojej pracy tekst J.St. Bystronia (1976).

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: