Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Pieszy szlak Biłgoraj - Górecko Kościelne (20 km)
Pierwszy znak turystycznego szlaku pieszego (oznaczenia niebieskie) znajduje się przed wejściem na teren stacji i dworca PKP w Biłgoraju. Zostały one wybudowane w latach osiemdziesiątych przy linii hutniczo - siarkowej, sławnego w tym czasie LHS-u, który był jedną z największych inwestycji czasów gierkowskich. Biegną tutaj dwa tory: polski i "ruski". Łączyć miały one "dwa bratnie kraje" stalową linią torów. Do Polski Związek Radziecki wwoził rudę żelaza, natomiast Polacy mieli eksportować za wschodnią granicę węgiel i siarkę. Po drugiej stronie torów znajduje się zalew na rzeczce Osie i jednocześnie miejsce wypoczynku mieszkańców naszego miasta.

Szlak biegnie ulicą Dworcową, by po kilkuset metrach skręcić w ulicę Moniuszki. Jest to główna ulica osiedla biłgorajskiego Bojary. Tu na Bojarach przyszedł na świat w 1871 roku zapomniany przez większość Polaków pisarz, Wacław Żmudzki. Był prawdopodobnie synem zesłańca. Tu spędził dzieciństwo, by później kształcić się w gimnazjum w Białej Podlaskiej, potem studiował w Szkole Głównej w Warszawie. Dalsze koleje jego trudnego życia związane są działalnością patriotyczną, za którą został zesłany do Dorpatu, a później musiał uciekać do Lwowa. Tu właśnie podejmuje przerwane studia prawnicze i zaczyna pisać. Spod jego pióra wychodzą nieznane niestety dzisiaj prawie nikomu poruszające nowelki opowiadające o losach polskich unitów w zaborze rosyjskim. Talent pisarski porzucił młody absolwent lwowskiego uniwersytetu dla pracy w banku. Po wielu latach pracy zostaje dyrektorem Lwowskiego Banku Zaliczkowego. We Lwowie zakłada rodzinę. Miał wspaniałego syna, który w wieku szesnastu lat ginie jako Orlątko Lwowskie w 1919 roku. Żmudzki umiera we Lwowie w 1924. Jest pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim, pod murem Cementarza Orląt.

Przechodząc w górę ulicą Moniuszki warto sobie uprzytomnić fakt, ze właśnie przy niej, już niedaleko Placu Wolności mieszkał biłgorajski rabin, dziadek Isaaka Bashevisa Singera. Tutaj waśnie przyjechał w czasie I wojny światowej późniejszy laureat Literackiej Nagrody Nobla i tu właśnie zachwycał się pięknem biłgorajskich parków. Tu czerpał natchnienie i pomysły do swych opowiadań.

Z ulicy Moniuszki skręcamy teraz w lewo na Plac Wolności, kiedyś rynek miejski, miejsce znanych w okolicy targów czwartkowych. Tu, gdzie teraz znajduje się budynek Rady Miasta istniał przed wojną budynek magistratu. Przed wejściem do siedziby Rady Miasta Biłgoraja postawiono pomnik z metalu, w kształcie karabinów, przypominający lata okupacji hitlerowskiej i martyrologii ludności Ziemi Biłgorajskiej.

Z Placu Wolności kierujemy się na północny-wschód, Przechodzimy przez ulicę Zamojską (tu uwaga! Znaki naszego niebieskiego szlaku krzyżują się ze znakami żółtymi szlaku biegnącego z Bidaczowa Starego przez Biłgoraj, Trzęsiny do Zwiarzyńca). Przechodzimy przez skwerek i zatrzymujemy się przed kościołem pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. świątynia stoi na miejscu zboru kalwińskiego, którego fundatorem był założyciel Biłgoraja Adam Gorajski. Lokator miasta był człowiekiem wykształconym i zagorzałym wyznawcą kalwinizmu. Prowadził ożywioną działalność religijną. Zapraszał do swego miasta wybitnych współwyznawców. Zbór na tym miejscu istniał przez około sto lat. Murowana kapliczka w ogrodzeniu kościoła z wyrytą datą 1699 rok z inskrypcjami symbolizującymi Chrystusa i Najświętszą Pannę Marię mogą wskazywać na końcową datę panowania na tym miejscu kalwinów. W tym okresie bowiem miasto przechodzi w ręce bardzo bogatego i wpływowego człowieka w ówczesnej Rzeczpospolitej, Stanisława Antoniego Szczukę. To za jego staraniem na miejscu zboru wybudowano w latach 1702 -1703 drewniany kościół. Od 1755 roku nowy właściciel Biłgoraja Eustachy Potocki buduje w stylu późnobarokowym murowaną świątynię.

W centralnym ołtarza znajduje się obraz przedstawiający Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny. Nad obrazem Maryi znajduje się inny, przedstawiający Trójcę Przenajświętszą. Przy drewnianych kolumnach ołtarza stoją postacie św. Piotra i Pawła, patronów świątyni.

W jedynej bocznej kaplicy znajduje się obraz św. Mikołaja. Na jednej z bocznych ścian prezbiterium, na górze widzimy fresk przedstawiający Chrystusa Zmartwychwstałego.

Po jednej i drugiej stronie nawy kościelnej widzimy dwa boczne ołtarze. Jeden poświęcony św. Antoniemu, drugi Matce Boskiej Częstochowskiej. Kolebkowe sklepienie kościoła zdobione jest ornamentami roślinnymi. Nad wejściem do wnętrza kościoła znajdują się XIX wieczne organy. W podziemiach kościelnych pochowany jest jeden z ostatnich właścicieli Biłgoraja, szambelan Stanisława Augusta Poniatowskiego, Stanisław Nowakowski.

Po wyjściu na zewnątrz kierujemy się na południe ulicą 3-go Maja, dawniej ulicą Morową, jedną z najstarszych biłgorajskich ulic. Mijamy budynek Szkoły Podstawowej Nr 1. Możemy przypatrzeć się teraz ostatnim już w Biłgoraju drewnianym domom, które w XIX wieku i do II wojny światowej były jeszcze naturalnym elementem krajobrazu miasta. Przechodzimy obok murowanego, piętrowego budynku z początku XX wieku, przed wojną należącego do biłgorajskiego Żyda Wakszula, (dzisiaj mieści się tu na parterze restauracja), Mijamy po prawej stronie budynek Sądu Okręgowego i przechodzimy na skwerek miejski, na którym znajduje się pomnik Ignacego Krasickiego. Pomnik ten, tak jak pozostałe XIX - wieczne pomniki naszego miasta, fundował wspomniany Stanisław Nowakowski, który ozdobił nimi swój, budowany na wzór warszawskich łazienek, park różnowiecki. Pomnik w XIX wieku społeczeństwo Biłgoraja przeniosło z parku w Różnówce na skwerek przed kościołem pod wezwaniem św. Jerzego. Przeniesiono również fragmenty kolumn, które kiedyś podpierały ganek pałacu.

Pamięć wyrażona w kamieniu jest hołdem złożonym Krasickiemu za to, że wprowadził Biłgoraj na karty literatury pięknej w " Opisaniu podróży z Warszawy do Biłgoraja". Książę Poetów przedstawił w tej oświeceniowej podróży nasze miasto jako zasobny i znany zakątek Królestwa Polskiego. W swoim literackim felietonie tak pisał o mieście sitarzy: Zaszczyt jego wieloraki,
Sławny w sita i przetaki
Oraz jubilery niepoślednie

W przytoczonej literackiej dygresji jawi się Biłgoraj jako bogate miasto, chlubiące się wyrobem sit i bogactwem mieszkańców. Rzeczywiście miasto było bogate. O jego zasobności i charakterze pisał również Franciszek Salezy Jezierski dobitnie podkreślając w "Niektórych wyrazach porządkiem abecadła zebranych i stosownym do rzeczy uwagami objaśnionych" wydanych w 1791roku ,że :

Polska prócz jednego gniazda chłopów biłgorajskich, którzy robią przetaki i sita i te po całej Europie roznoszą, prócz drugich chłopów, andrychowskich, co stołową bieliznę przedają, i prócz garncarzy z ziemi sandomierskiej, którzy Danii, Norwegii, Szwecji garnki przystawują, nie ma żadnego rękodzieła, towaru, wszystkie korzyści, jak się odbierają z rąk natury, tak się za granice zbywają.

Naprzeciw pomnika, patrząc na zachód, widzimy kościół pod wezwaniem św. Jerzego. Murowana świątynia była budowana w połowie XVIII jako cerkiew unicka. Grekokatolicy modlili się w niej do roku 1875, kiedy to na podstawie carskiego edyktu zlikwidowano na terenie zaboru rosyjskiego diecezje unickie. Od tego też roku do cerkwi sprowadzili się wyznawcy prawosławia. Używali tej świątyni do końca I wojny światowej. Po jej zakończeniu budynek kościoła stał się miejscem modlitwy katolików rzymskiego obrządku. To jednak nie koniec burzliwych losów świątyni, której patronem jest dzielny rycerz rzymski, a później wielki męczennik. W czasie II wojny światowej kościół na krótko przechodzi znowu w ręce prawosławia. Po zakończeniu wojny do tej pory, ponieważ w mieście nie ma już unitów, jest wyznania rzymskokatolickiego. Budowla za sprawą księdza Gorala została w latach osiemdziesiątych przebudowana. Do głównej nawy kościoła dobudowano dwie boczne, poszerzając w ten sposób dom modlitwy i dostosowując do potrzeb wiernych.

Zostawiany kościół i skwerek z pomnikiem i kierujemy się w dalszą wędrówkę na południe ulicą 3-go Maja. Po stu metrach jesteśmy na terenie zespołu szkół: Liceum Ogólnokształcącego im. ONZ, Szkoły Podstawowej nr 2 oraz Gimnazjum nr1. Po prawej stronie budynek dawnej, przedwojennej Szkoły Handlowej, a po lewej nowy budynek liceum, wybudowany na miejscu pierwszego cmentarza żydowskiego. Idziemy dalej ulicą na południe i dochodzimy do dworca PKS-u. Dawniej był tu dworzec kolejki wąskotorowej, której tor najpierw wybudowali Rosjanie w czasie I wojny światowej, a później Austriacy, którzy odbudowali zniszczony przez cofające się wojska rosyjskie tor. Kolejką tą, zwaną przez starszych mieszkańców babcią austriaczką, przyjechał do Biłgoraja Isaak Bashevis Singer. Przywiozła go tutaj matka z wygłodniałej Warszawy, gdzie Sigerowie mieszkali. Kilkunastoletni Singer zachwycony był miastem. W jednym z opowiadań, w biograficznym cyklu "Urząd mojego ojca" tak pisze o Biłgoraju:

Chociaż matka zawsze wychwalała Biłgoraj, okazał się jeszcze piękniejszy, niż nam opisała. Iglaste lasy, które go otaczały, wyglądały z daleka jak niebieskawy pas. Wszędzie wokół domu były ogródki i sady, a od ulicy rosły potężne drzewa kasztanowe, jakich nie widziałem nawet w Ogrodzie Saskim. W miasteczku panował nie znany mi dotąd pogodny nastrój, unosił się zapach świeżego mleka i jeszcze ciepłego pieczywa. Wojny i epidemie wydawały się odległe. (...) ... Chciałbym pozostać tu na zawsze... .

Dworzec babci austriaczki miał szczęście do literatury, bo zawitał tutaj przez przypadek wielki mistrz literackiego języka Miron Białoszewski, który w miniaturowym felietoniku uwiecznił podróż do Biłgoraja i biłgorajski dworzec.

Dojechaliśmy. Pioruny odeszły. Deszcz przeszedł w deszczyk. Biłgoraj. Wyszedłem i patrzę. Komin fabryczny, dużo drzew, bele drewna, szyny ciuchci i deszcz.

Z przedwojennego dworca zachował się tylko jeden szary, parterowy budyneczek, który stoi obok głównego budynku dworca PKS-u.

Z dworca kierujemy się na wschód, na ulicę Cichą, przy której znajduje się parterowy, murowany okazały budynek dawnych koszar 13 pułku kozaków dońskich. Wyboista nieutwardzona droga doprowadza nas do ulicy Różnówka, którą już przez piękne nadrzeczne łąki, w niedalekim sąsiedztwie królującej tutaj Czarnej Łady, wędrujemy do zabudowań Różnówki Stawy i nowopowstałego osiedla "Leśnik". Po prawej stronie widzimy górującą nad tym miejscem bryłę kościoła pod wezwaniem św. Marii Mgdaleny. Jego historia jest dość krótka, bo budowano go w latach 1921 - 1929 jako wotum za "Cud nad Wisłą", ale historia Puszczy Solskiej, dziś dzielnicy Biłgoraja sięga 1603 roku, kiedy według legendy miało miejsce objawienie św. Marii Magdaleny. Puszcza Solska należała do Ordynacji Zamojskiej. W XVII osiedlili się tutaj franciszkanie i opiekowali miejscem wielu pielgrzymek wiernego ludu do roku 1864, kiedy to wszystkie zakony franciszkańskie za pomoc w powstaniu styczniowym zostały skasowane na terenie zaboru rosyjskiego. Warto zostawić tu szlak i podejść do kapliczki św. Marii Magdaleny, pomodlić się i zaczerpnąć wody z cudownej studni, o której Rektor Akadrmii Zamoyskiej, Bazyli Rudomicz pisał w swoim diariuszu: 22.07.1666
Drugie zdarzenie trudne do wyjaśnienia polegało na tym, że po obmyciu nóg w zbiorniku wodnym obok klasztoru wnet nie czuła bolesnego zmęczenia. Jedno i drugie zdarzenie jest godne zanotowania ze względu na słynne miejsce święte.

Zbliżamy się do majątku Różnówka. Należał on jeszcze w XIX wieku do bigorajskiego dworu. Kiedy Biłgoraj został sprzedany przez ostatniego właściciela, Waleriana Płatonowa na Skarb Państwa, rodzina Ćwikłów odkupiła stawy i tu gospodaruje do dzisiaj. Kiedyś stawy, zbudowane na terenie Bagna Próchnica, dostarczały przede wszystkim karpi na stoły biłgorajskich Żydów. Przechodząc obok zabudowań państwa Ćwików możemy podziwiać przepiękne, zabytkowe już drewniane zabudowania gospodarcze, świadków dawnej zręczności majstrów stolarskich i budownictwa drewnianego dawnego Biłgoraja.

Wspaniała posesja państwa Ćwikłów była w czasie II wojny światowej świadkiem wielu partyzanckich spotkań. Tutaj operował rannych leśnych żołnierzy przedwojenny chirurg biłgorajski, doktor Stanisław Pojasek, budowniczy szpitala w naszym mieście.

Za kilkoma jeszcze zabudowaniami Różnówki rozciąga się zwarta ściana sosnowego boru, który będzie nam towarzyszył już przez całą drogę do Górecka Kościelnego. Skręcimy w lewo za znakami i powędrujemy teraz leśną drogą do nieistniejącej dzisiaj leśnej osady Kociołki. Leśne maliny, jeżyny, kruszyny, jagodniska, borówczyska, bagna i wszechobecna sosna będą naszymi sprzymierzeńcami w podróży.

Oznakami wskazującymi na to, że jesteśmy na terenie nieistniejącej osady leśnej będą stare drzewa liściaste, w tym owocowe. Po lewej stronie wśród młodych sosen stoją dwa piękne drzewa: lipa drobnolistna i okazały jawor. Jeszcze kilkadziesiąt kroków i na wiekowej brzozie zobaczymy kapliczkę z wizerunkiem Matki Boskiej Kalwaryjskiej, a pod kapliczką obrazek przedstawiający Miłosiernego Chrystusa. I jeszcze jedna atrakcja tej części szlaku. Po lewej stronie razem z sosnami rosną młode dąbki. Ten fragment mieszanego lasu przywodzi na myśl pierwotną puszczę, której piękno zaprezentował w poemacie "Dryas Zamechska" Jan Kochanowski.

Ale jeśli cię raczej myśliwa myśl wiedzie
Na dzikie wieprze jechać albo na niedźwiedzie
Lubo sarny po puszczy gonić wiatronogie:
Wszytkiego tu, królu mój, najdziesz mnóstwo srogie.

Kręta leśna droga prowadzi nas pośród mokradeł i bagnisk do granicy wsi Edwardów. Teraz szlak biegnie już wzmocnioną asfaltem drogą przez wieś.

Tymi drogami wędrowali najpierw powstańcy styczniowi, a później żołnierze września 1939 roku i partyzanci z drugiej wojny światowej. Przytoczmy tutaj literackie wspomnienia Melchiora Wańkowicza opowiadającego słowami pułkownika Wojska Polskiego o wrześniowych tułaczkach polskiego żołnierza: Dobijamy wreszcie do Edwardówki. Tam dowódca daje mi rozkaz skierować wozy drogą na lewo, z liniowymi saperami zostać, wziąć swój kaem, dołączyć drugi z drugiej saperskiej kompanii porucznika Marcinka i maszerować wstecz o dwanaście kilometrów i odsłaniać odwrót.

Dzisiaj w Edwardowie możemy podziwiać starą wiejską zabudowę, drewniane chałupy i obejścia w charakterystycznej kompozycji architektonicznej, piwnice wbudowane w skarpę trzeciorzędowej wydmy piaszczystej. Warto jeszcze wspomnieć o przepięknej kapliczce domkowej, stojącej w centrum wsi po lewej stronie drogi nieopodal przystanku autobusowego. Kiedy wychodzimy z Edwardowa mamy jeszcze tyko kilkaset metrów do skrętu w lewo. Mając w zasięgu wzroku zabudowania Brodziaków i drewniany most na Rywicy, musimy się zdecydować, jaką wersję szlaku wybierzemy: łatwiejszą, biegnącą asfaltową drogą obok leśniczówki Pana Marka Kłtuna (wariant przy długotrwałych deszczach i dla mniej sprawnych turystów - szlak czarny, łacznikowy, około 3 km.), czy trudniejszą i atrakcyjniejszą zarazem (wariant przy w miarę suchej pogodzie i dla wytrawnych turystów - dalej szlak niebieski, też około 3 km.).

My oczywiście wybieramy dalszą wędrówkę szlakiem niebieskim. Wchodzimy na fragment leśnej, utwardzonej drogi do wsi Wolaniny. Przechodzimy obok piaszczystych wydm leśnych. Po kilometrze wędrówki szlak skręca w prawo. Kierujemy się teraz mało uczęszczaną drogą na Księżą Górę. Teraz czekają nas delicje krajoznawcze. W tym określeniu nie ma nic z przesady. Monotonny bór sosnowy, który towarzyszył nam już przez kilka kilometrów za chwilę przemieni się w niewielki skrawek grądu, lasu mieszanego z grabiną, jodłą, świerkiem, sosną, trzmieliną, jałowcem. W tym miejscu szlak prowadzi trawersem Księżej Góry, jest trudniejszy. Pochyłość zwierzęcych ścieżek niewątpliwie powoduje, że możemy poczuć się zmęczeni po przejściu ledwie ponad stu metrów, ale dla wypoczynku możemy zza gałęzi pomnikowych prawie jodeł dostrzec wspaniałą śródleśną łąkę ( tu uwaga, jeśli będziemy zachowywać się cicho, mamy szansę na spotkanie z jeleniami lub sarnami, niewykluczone, że na górce usłyszymy spłoszonego dzika) i usłyszeć szemrzącą brunatną Ratwicę. Przy naszych nogach możemy obserwować wspaniałe jamy borsucze wydrążone pod korzeniami jodeł. Możemy pozbierać też laskowe orzechy, które spadły z obficie występujących tu leszczyn.

Jak już wspomniałem po ponad stu metrach zejść i podejść (kiedy byłem tam pierwszy raz z leśniczym Markiem Kołtunem, myślałem, że jestem w Bieszczadach), schodzimy na Księżą Łąkę, nad piękną leśną rzeczkę Ratwicę. Tu możemy wypocząć, wyrzucić śmiecie do przygotowanych śmietników, przysiąść na ławeczce i pooddychać jodłowymi aromatami.

Po odpoczynku, uważnie, żeby nie zamoczyć zbytnio nóg, przeprawimy się przez łąkę na drugą jej stronę. Znaki szlaku niebieskiego należy wypatrywać na olchach, na drugim brzegu podmokłej łąki. Szlak znowu wchodzi do sosnowego boru. Po drodze mijamy leśne uprawy po wyrębie i zmierzamy do asfaltowej drogi, gdzie łączy się nasz niebieski szlak z łącznikowym - czarnym.

Idąc bezpieczną asfaltową drogą, możemy usłyszeć stukanie dzięciołów. W lasach Puszczy Solskiej występuje ich kilka gatunków: największy-czarny, dzięcioł duży oraz rzadki gatunek dzięcioła zielonego. Jesienią często słychać klęgor żurawi. Nad wierzchołkami drzew możemy dostrzec wspaniałego kruka również myszołowa i jastrzębia, a szczęśliwcy mogą wypatrzeć orlika krzykliwego - największego ptaka drapieżnego Puszczy Solskiej.

Asfaltowa droga zaprowadzi nas po trzech kilometrach na Smólnik - inną, ale podobną do Ratwicy, rzeczkę, która zasila wody Czarnej Łady. Na Smólniku leśnicy wybudowali zbiornik p. poż. Dodaje on uroku tej części szlaku. Niedaleko mostku i zbiornika na rzecze przepiękna kapliczka na sośnie. Jej wykonawcą jest nieżyjący już kowal ze wsi Margole. Kapliczka w barwach bieli i zieleni jest niepowtarzalna na tym terenie. Jej kształt przypomina kopułę cerkwi, co zapewne przywołuje w pamięci czasy, kiedy religia unicka i prawosławna współtworzyła z katolikami całość wyznaniową chrześcijan w społeczeństwie powiatu biłgorajskiego z okresu XIX wieku. Naprzeciw kapliczki droga leśna zaprowadzi nas, jeśli zdecydujemy się zejść na chwilę ze szlaku, do ruin jednej z leśniczówek zniszczonych prze Niemców w czasie akcji Wicher II, która miała na celu zlikwidowanie oddziałów partyzanckich, działających bardzo aktywnie na terenie Puszczy Solskiej w czasie II wojny światowej.

Jesteśmy już na skrzyżowaniu leśnych dróg. My idziemy dalej asfaltem po prawej stronie zostawiając drogę na Margole, przysiółek największej na Lubelszczyźnie wsi Aleksandrów. Po kilkudziesięciu metrach asfalt się kończy i teraz będziemy poruszali się kamienistą i wyboistą drogą leśną. W zaroślach przydrożnych brzózek poszukać możemy kozaków, możemy też wejść na chwilę do lasu i na podgrzybki.

Po przejściu około dwóch kilometrów zostawiamy drogę, która swój koniec ma w Tereszpolu Jurdydze, i skręcamy przy kolejnej kapliczce na sośnie w prawo. Teraz zmierzamy na Studczek. Trzecią już rzekę na naszym szlaku. Na Studczku, podobnie jak na Smolniku znajduje się zbiornik p.poż. Przechodzimy przez mostek (tutaj spotkamy już czasem młode buki) i kierujemy się do Szarczanej Drogi łączącej Aleksandrów z Tereszpolem. Teraz trzeba wzmóc czujność (same ważne zakręty). Najpierw zakręt w prawo, a później zaraz w lewo. Leśnicy w ostatnich latach poprawili i poszerzyli leśne drogi i teraz suchą stopą możemy kierować się prosto do Górecka Kościelnego. Szlak będzie wiódł nas po leśnej linii. Będzie trochę monotonie, ale bezpiecznie i sucho. Teraz możemy uświadomić sobie, że przechodzimy obok helacińskiego lasu, który był świadkiem kapitulacji w 1939 roku pięciu polskich generałów.

Dochodzimy do szlaku zielonego im. Aleksandry Wachniewskiej (szlak wokół Zwierzyńca; Aleksandra Wachniewska - córka założyciela we Floriance szkółki drzew i krzewów ozdobnych, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, współpracowniczka oddziałów leśnych AK, działaczka na rzecz powstania Roztoczańskiego Parku Narodowego, przede wszystkim autorka przepięknych obrazów i szkiców) . Z nim właśnie, jeśli nie skręcimy w lewo (szlak czerwony na tamę na rzeczce Szum) , a później także z czerwonym dojdziemy do Kapliczki na wodzie w Górecku i dalej wzdłuż drogi krzyżowej i obok ogromnych dębów do kościoła św. Stanisława. Tu szlak nasz się kończy.

Andrzej Czacharowski

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: