Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Kronika Tygodnia 18.01.2000
Boje o nie swoje
Aniela K. i Regina R. z Biłgoraja od dawna trwają w zażartym sporze o działkę przyległą do ich posesji, która de facto nie jest własnością żadnej z nich, a należy do miasta.

Wszystko zaczęto się od tego, że ponad 30 lat temu budowano przez Biłgoraj "szeroki tor". Wtedy wysiedlono niektórych rolników ze swoich posesji, z miejsc, gdzie przebiegała linia kolejowa. Wtedy m.in. musiała opuścić swoje podwórko Aniela K. wraz z rodziną.

- Dostaliśmy za to mamę grosze, których nawetnie chcieliśmy, tak nas oburzyła niska cena za naszą własność, ale i tak należność przekazano nam przez bank. Wyznaczono nam nowe miejsce, w peryferyjnej części Biłgoraja. Pamiętam, czas naglił. Zanim zbudowaliśmy oborę trzeba było szybko przepędzić na nową posesję bydło, które przez kilka miesięcy stało pod gotym niebem. Najpierw dawny PZDL ogrodził nam część podwórza płotem, za którym byty tereny miejskie. Poprzedni naczelnik Biłgoraja i inni ludzie tutejszej władzy mówili nam, żebyśmy korzystali z sąsiedniej dziatki komunalnej. Przez wiele lat mieliśmy tam łąkę i pastwisko - opowiada "KT" Aniela K.

Przyznaje, że nigdy formalnie nie otrzymała żadnego aktu własności na tę działkę. Długo nikt nie miał o to pretensji i nagle latem, 1996 r. Regina R. jej kuzynka i sąsiadka zarazem, nagle zaczęła na tej działce stawiać ogrodzenie, powiększając sobie w ten sposób posesję. W tej sytuacji, po ostrej wymianie zdań, Aniela K. powiadomiła "o tym bezprawiu" policję i Urząd Rejonowy w Biłgoraju. Mimo natychmiastowych interwencji tych organów, zakazujących budowy płotu, został on zbudowany, tyle że postawiono go nocą.

Zdesperowana Aniela K. nie dała za wygraną i postanowiła walczyć "o swoje" na drodze sądowej.
- Uważałam, że mam do tego prawo, chociażby z tytułu ponad 30-letniego zasiedzenia - stwierdziła Aniela i wystąpiła z pozwem do sądu, w którym napisała m.in.: "Wnoszę o przywrócenie mi utraconego posiadania, wskutek bezprawnego ogrodzenia przez pozwaną (Reginę. R.) części działki nr ... przy ul..... przez nakazanie pozwanej dokonania rozbiórki płotu".

W uzasadnieniu pozwu zaznaczyła m.in. że "działka stanowi własność miejską. Od dawna była w moim posiadaniu, a mianowicie wykorzystywałam ją jako pastwisko. Wypasałam na niej bydło, kosiłam trawę, a także przejeżdżałam tamtędy do swojej posesji. Pozwana dogrodziła część tej działki do swojej. Nadmieniam, że Urząd Rejonowy nakazał pozwanej rozbiórkę ogrodzenia, zgodnie z prawem budowlanym"...

Roszczenia Anieli poparto kilku sąsiadów, którzy korzystali z części spornej działki, przez którą dojeżdżali do swoich posesji.

- Droga ma charakter publiczny i jest nam niezbędna jak i innym osobom korzystającym z tej ulicy- uzasadnili swoje stanowisko przed sądem. Jednocześnie, od samego początku konfliktu Urząd Miasta wyraźnie zaznaczył, że sporna działka jest wyłącznie własnością miasta Biłgoraja. W świetle tych faktów sąd, uznając prawa własnościowe miasta, jednocześnie zajął stanowisko, że nie jest to teren Anieli K. Mimo to ona nadal domagała się usunięcia z użytkowanej przez nią przez 30 lat działki ogrodzenia Reginy R. Tego samego domagał się Urząd Miasta Biłgoraja i Urząd Rejonowy, który wydał decyzję o rozbiórce ogrodzenia postawionego przez Reginę R. nie na jej terenie. Tymczasem, mimo przez kilka lat toczących się o to "bojów" w sądzie, Regina płotu nie usunęła. Aniela K. wciąż "walczyła", zarzucając kuzynce bezprawie, najmowała kolejnych adwokatów, a sądy oddalały jej roszczenia, uzasadniając że nie jest właścicielką spornej działki.

- Żaden z 3 adwokatów, których kolejno angażowałam w mojej sprawie, nie powiedział, że moje żądania są bezzasadne. Tylko zachęcali, żeby dochodzić swojego, apelować. Kosztowało mnie to wiele pieniędzy i nadal nic się nic zmieniło. Płot Regin R. stoi, a moje zasiedzenie przez 3 lat się nie liczy - mówi rozżalona Aniela K., wskazując szczególnie na wyrok Oddziału Zamiejscowego NSA w Lublinie, z listopada ubiegłe go roku. Jest to wyrok zaskakujący zarówno dla Anieli K., jak i dla Urzędu Miasta w Biłgoraju.

Mianowicie NSA stanął na stano wisku, że w latach 1996-97, zgodnie z prawem budowlanym, na ogrodzenie jakie wykonała Regina R. nie po trzeba było żadnego formalnego ze zwolenia. Dalej jest zawarta argumentacja, że skoro na budowę płotu nie trzeba, było zezwolenia, to i na rozbiórkę takowe nie jest konieczne Przy czym, w tym właśnie wyroku istotna kwestia sporu, dotycząca tego iż Regina R. bezprawnie zajęła sobie teren komunalny miasta Biłgoraja. została potraktowana drugorzędnie.

Ostatnie pismo w tej sprawie, tym razem Wojewódzkiego Instytutu Nadzoru Budowlanego w Lublinie z 3 stycznia (informuje zarówno zainteresowaną Anielę K. jak i Urząd Miasta Biłgoraja - jako właściciela działki), że wystąpił do Reginy R. celem wyegzekwowania obowiązku wynikającego z decyzji kierownika Urzędu Rejonowego (z poprzednich lat) w sprawie rozebrania ogrodzenia.

Zaznaczono również, że w przypadku niewykonania ww. obowiązku zostanie wszczęta egzekucja.

Niedawno Aniela K. zwróciła się do władz Biłgoraja z zapytaniem o możliwość zakupienia spornej działki. W grudniu otrzymała odpowiedź, że "zbycie nieruchomości będących własnością miasta Biłgoraja może nastąpić w drodze przetargu".

Jednak, jak powiedział "KT" przedstawcie! Urzędu Miasta Biłgoraja, "na razie domagamy się usunięcia płotu przez Reginę R. z naszego terenu. Ten cały problem dotyczy z jednej strony miasta, z drugiej Reginy R., która bezprawnie weszła na komunalną własność. Natomiast nie ma to żadnego związku z Anielą K., bo to nie jej działka".

Halina Olszewska

PS. Personalia zostały zmienione.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: