Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Tygodnik Zamojski 19.01.2000
Za śmierć dziecka
W wypadku drogowym, do którego doszło 6 sierpnia w Soli, zginął 8-letni rowerzysta, Mateusz Sz. Jego kolega, Stanisław W. doznał licznych obrażeń ciała. Chłopcy jechali na jednym składaku. Stanisław wiózł na ramie Mateusza. Na rowerzystów najechał mercedes. Autem kierowała 29-letnia Ewa B., która zbiegła z miejsca zdarzenia.

W wyniku uderzenia. Mateusz Sz. wpadł na szybę mercedesa, skąd odrzuciło go do przydrożnego rowu. Drugi chłopiec upadł na jezdnię.

Feralnego dnia Ewa B. pożyczyła mercedesa od koleżanki. Pojechała nim do Sandomierza i Stalowej Woli, aby w tamtejszych komisach obejrzeć samochody oferowane do sprzedaży. Z koleżanką, od której wzięła auto, umówiła się na spotkanie w drodze powrotnej, w barze "Na rozdrożu" w Soli. Tak też się stało.

Koleżanka przyjechała ze znajomym. Po kilku godzinach spędzonych w barze, trójka znajomych opuściła lokal. Kobiety wsiadły do mercedesa, a mężczyzna jechał za nimi golfem.

W drodze do Biłgoraja, przed zakrętem w Soli stoi znak ograniczenia prędkości do 40 km/h. Z opinii biegłego wynika, że Ewa B. jechała ok. 70,9 km/h. Wyjeżdżając zza zakrętu, rozpędzony samochód najechał na rower, na którym podróżowali chłopcy. Ewa B. nie zatrzymała samochodu. Zdarzenie widzieli świadkowie i oni wezwali pogotowie. Obaj chłopcy zostali zabrani do szpitala. Następnego dnia 8-letni Mateusz zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci były odniesione przez niego obrażenia. Dla Stanisława W. skończyło się niegroźnym potłuczeniem.
Mercedes miał rozbitą szybę. W lesie w Dereźni Solskiej kobiety zostawiły auto i przesiadły się do samochodu znajomego. Następnej nocy mercedes został przetransportowany z lasu w Bystrem nad Sanem. Mężowi sprawczyni wypadku pomagali w tym dwaj inni mężczyźni. Odkręcili tablice rejestracyjne, nakryli samochód gałęziami i porzucili w krzakach nad rzeką.

Ewa B. przyznała się do przestępstwa. Wyjaśniała, że to na polecenie koleżanki - właścicielki samochodu nie zatrzymała się na miejscu wypadku. Ona także zabroniła jej poinformować policję. Po wypadku, przejęła inicjatywę i wpadła na pomysł, by ukryć samochód.

Ewie B. grozi nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Odpowie przed sądem za spowodowanie wypadku oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia. Akt oskarżenia jest już w bilgorajskim sądzie.

Pozostałe osoby, które są zamieszane w tę sprawę i świadomie utrudniały postępowanie, m.in. poprzez zacieranie śladów, również zostały oskarżone przez prokuraturę. W tym przypadku kodeks karny przewiduje od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

M. Pytkowska

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: