Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Kronika Tygodnia 23.05.2000
Katowanie świadków
Pięciu młodych mężczyzn z Biłgoraja zostało oskarżonych o to, że argumentami pięści i przemocy próbowali wymusić na współ oskarżonych i świadkach fałszywe zeznania w sprawie popełnionego wcześniej przestępstwa, zniszczenia samochodów.

Do Sądu Rejonowego w Biłgoraju wpłyną} akt oskarżenia przeciwko Pawłowi P., Brykowi K., Robertowi R., Filipowi Z. i Adamowi T., wraz z-powództwem adhezyjnym o odszkodowanie i zadośćuczynienie za krzywdy moralne i cierpienia fizyczne, jakich doznał Roman W.

W wyniku postępowania przygotowawczego prokuratura ustaliła, że oskarżeni podstępnie wywieźli Romana W. do lasu, gdzie go "obrabowali i dotkliwie pobili, ponieważ byli niezadowoleni z jego zeznań odnośnie sprawy "zniszczenia samochodów", w którą byli zamieszani.

Całą akcję dokładnie zaplanowali. Romana W. odwiedził Adam T. i prosił by z nim pojechał pomóc mu w domowych pracach. Niczego nie podejrzewający Roman zgodził się. Ledwie ujechali kawałek, gdy nagle zza bloków wyskoczyli pozostali czterej oskarżeni. Filip wziął ze sobą 3-letnią córeczkę.

- Wsiedli wszyscy do auta i każdy na początek uderzył mnie po kilka razy po głowie. Jechaliśmy w stronę Dąbrowicy. Po drodze Eryk K. zdań ze mnie koszulę, a następnie zerwał mi z szyi 3 srebrne łańcuszki, prezenty od żony, matki i teściowej - zeznał Roman W.

W Dąbrowicy oskarżeni zatrzymali się w lesie. Wyprowadzili Romana z samochodu i zaczęli go bić i kopać. Eryk K. kazał mu się rozebrać do naga i wtedy wyją} z bagażnika samochodu drewniane pały ("kołki i deski"), którymi bito Romana.

- Bili mnie ze 40 minut i nakazali, żebym na rozprawie w sądzie zmienił zeznania i powiedział, że: Eryk K. nie brał udziału w niszczeniu samochodów- mówi Roman W. Katowali go na oczach 3-letniej córki Filipa Z. W najbardziej drastycznych momentach Adam T. zakrywał dziewczynce oczy. Zabrali Romanowi buty i ubranie, i zostawili pobitego w lesie. Romanowi udało się zatrzymać spodenki i tylko w nie ubrany szedł powoli z Dąbrowicy do Biłgoraja. Kiedy dotarł do domu, nie pozwolił żonie wezwać lekarza do opatrzenia ran. Był przerażony groźbami oskarżonych. Zamknął się na cztery spusty w mieszkaniu, z którego dowożą go policjanci na rozprawy do sądu.

Brutalne napady
Brykowi K. i Filipowi Z. prokuratura zarzuciła rozbój ze szczególnym okrucieństwem na osobie Henryka H. Wybrali się do niego, żeby zmusić go do zeznań w proponowanej przez nich wersji, odnośnie "zniszczenia samochodów". Kiedy otworzył im drzwi mieszkania, od razu, na powitanie, zadali mu kilka ciosów w twarz. Gdy upadł, zaciągnęli go do przedpokoju i tam pastwili się dalej, krzycząc żeby zeznawał jak każą. Potem, domagali się złota i pieniędzy. Przeszukali mieszkanie i zabrali radiomagnetofon oraz 2 kg mrożonego mięsa i wyszli. U ciężko rannego Henryka H. lekarze stwierdzili uraz twarzoczaszki i wiele innych obrażeń.

Oskarżeni Eryk K. i Filip Z. "zajęli 5i'e"też dwukrotnie Tomaszem F., którego zeznania w sprawie "zniszczenia samochodów" bardzo im się nie podobały. W październiku ubiegłego roku na targowisku przy ul. Dąbrowskiego kilkakrotnie uderzali głową Tomasza o budkę targową. A kiedy nieprzytomny osunął się na ziemię, kopali leżącego, wyzywając od "kapusiów", "konfidentów", itd.

Ponownie zaatakowali go w lutym br. Filip pod pozorem pojednania zwabił go do swojego mieszkania. Na miejscu czekał Eryk K., który grożąc nożem kazał się Filipowi rozebrać do naga. Potem krzyknął do Filipa : "Daj worek", - sugerując że przyda się na ciało. Tomasza, gdy go zabije. Przerażony Tomasz niemal cudem wyrwał się napastnikom i goły jak święty turecki wybiegł na ulicę krzycząc "Ratunku".

Z uwagi na niebezpieczne akcje "wyciszania" świadków kryminalnej sprawy "zniszczenia samochodów", na wniosek prokuratora sąd postanowił tymczasowo aresztować napastników.

Masakra za 2 złote
Przez dłuższy czas był problem z ujęciem Pawia P., który się ukrywał. Wysyłano za nim listy gończe. Policj a ustaliła, że brał udział w rozboju ze szczególnym okrucieństwem wobec JanaM. Zdarzyło się to w mieszkaniu Augustyna L., gdzie Jan M. popijał z gospodarzem "wino marki wino". Naraz, usłyszeli na klatce schodowej głos znanego w Biłgoraju recydywisty, Antoniego Z. Domagał się głośno, żeby go wpuścić do środka. Kiedy mu tego odmówiono, wtedy z rozpędu "nieproszenigoście "otworzyli drzwi wejściowe, które wypadły z futryny. Wtargnęli do mieszkania: Antoni Z. z Pawłem P. i wypili wino, które stało na stole. Po czym Paweł zażądał od Jana M. pieniędzy. Jan M. dał mu tylko 2 zł. Taka znikoma kwota tylko rozwścieczyła Pawła, a widząc to, jego kumpel Antoni Z. zaczął bić Jana. Nie mógł on uciec, bo zagrodzili mu drogę, a gdy zasłabł wynieśli go przed blok, gdzie go jeszcze kopali. Tego dnia, wręcz zmasakrowany Jan M., z trudem dowlókł się do budynku Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju, gdzie na skutek ran stracił przytomność. Po tym zajściu Paweł P. jeszcze jakiś czas się ukrywał, aż wreszcie został ujęty i aresztowany.

9 maja Sąd Rejonowy w Biłgoraju wydał postanowienie o przedłużeniu tymczasowego aresztowania wszystkich oskarżonych o wymuszanie fałszywych zeznań, o dalsze 3 miesiące, tj. do 15 sierpnia.

Halina Olszewska

ps. Personalia zostały zmienione.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: