Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Kurier Lubelski 15.07.2000
Powrót tradycji
Konie z okolic Biłgoraja są jako przykład dokonań polskiej hodowli

Tylko znawcy wiedzą, że konie z okolic Biłgoraja w zagranicznych atlasach ras są podawane jako przykład dokonań polskiej hodowli. Są to koniki polskie, pochodzące - jak uważa wielu badaczy - od leśnej formy dzikiego tarpana.

O dzikich koniach utrzymywanych przez Zamoyskich w Zwierzyńcu wspominał w swoich pamiętnikach żyjący w latach 1771-1856 poeta Kajetan Koźmian. Były one krzyżowane z miejscowymi klaczami chłopskimi. Uzyskiwano nieduże, wytrwałe konie, dzielne w pracy, cieszące się doskonałym zdrowiem. Były w sam raz dla tutejszych małych gospodarstw, często położonych z dala od głównych dróg.

W 1914 r. w okolice Biłgoraja wybrało się dwóch studentów. Byli to Jan Grabowski i Stanisław Schuch, późniejsi sławni hipolodzy. Dokonali opisu wielu miejscowych koni. Od tego czasu zaczęła się ich kariera. Zainteresował się nimi prof. Tadeusz Vetulani. Wykupił od biłgorajskich rolników najbardziej typowe okazy i umieścił w leśnym rezerwacie w Białowieży. W 1939 r. było ich tam 40, w tym 21 źrebiąt. Podczas okupacji konikami żywo interesowali się Niemcy. Nie przeszkadzało im, że są to "prymitywne" konie, w dodatku wyhodowane przez "podludzi". Po wojnie koniki rozpoczęły wędrówkę do gospodarstw doświadczalnych całej Polski. Do swojej "małej ojczyzny" powróciły w 1982 r. z inicjatywy prof. Ewalda Sasimowskiego z Lubelskiej Akademii Rolniczej. Wtedy utworzono rezerwat w Zwierzyńcu, a w pięć lat później w Szklarni k. Janowa Lubelskiego.

Od studenckich wyjazdów na badania do Zwierzyńca i Szklarni zaczęła się moja fascynacja Roztoczem i lasami Równiny Biłgorajskiej. Powstało tu wiele prac naukowych. Dzięki naukowcom koniki przetrwały. Za to w gospodarstwach było ich coraz mniej. W rupieciarniach niszczały sanie, bryczki i wozy. W zapomnienie poszła praktyczna wiedza o koniach. Jednak znaleźli się ludzie, dzięki którym chlubne koniarskie tradycje udało się wskrzesić.

Pionierem był mieszkaniec Biłgoraja Leszek Chyl. Konie trzymał od zawsze, z zamiłowania. Od dłuższego czasu jest właścicielem siwego ogiera Magnusa, już zasłużonego dla biłgorajskiej hodowli. Na codzień jest kierowcą ciężarówki, ale w wolnych chwilach dosiada Magnusa. Wyrusza w teren, często dość daleko. Na studiach w Lublinie koniarską pasją zaraził się lekarz weterynarii Artur Wójcik. Gdy rozpoczął praktykę w Biłgoraju, inni pasjonaci prosili go o radę. Jeździłz nimi na zakupy, doradzał, korygował kopyta i leczył konie, podtrzymywałna duchu wątpiących. Mając takiego konsultanta, na zakup koni decydowało się coraz więcej ich miłośników.

W Dylach swoją działkę wciąż dopieszcza Marek Chuchro. Parę lat temu zakupił konie. Teraz po wybiegu biegają masztaty Kuba, srokata Klara i niedawno zakupiona siwa klacz. Właściciel jest przodownikiem turystyki konnej, żona Joanna hipoterapeutką. Wkrótce konie pojawiły się u ich sąsiadów, Zdzisława i Roberta Kiszniewskich. Są to srokaty kuc Mrozik i okazały małopolski gniady Delfin.

W ich stajni stoi też Dajren pełnej krwi angielskiej. Jego gospodarze to rozmiłowana w koniach rodzina Milewskich - Stanisław, Lidia i córka Eliza. Całkiem niedaleko, w Rapach Dylańskich od dwóch lat stoi kasztanowy wałach Firlej, należący do leśnika Witolda Zakościelnego. Właściciel stara się wykorzystać na jeżdżenie każdą wolną chwilę. Ponadto poluje, fotografuje przyrodę, strzela z łuku, zimą jeździ na nartach. Do pupila przyjeżdża z Biłgoraja gazikiem.

Od szosy zamojskiej całkiem niedaleko jest do Domu Pomocy Społecznej w Teodorówce. Tu na stajnię zaadoptowany został budynek dawnej chlewni gospodarstwa pomocniczego. Jeden boks zajmuje myszaty konik polski, drugi gniazdosrokaty ogier Apacz. Jego jeźdźcem i właścicielem jest ksiądz Roman. Swojego rumaka nabył u "kolegi po fachu", pracującego nieco dalej na Roztoczu Środkowym. Jeździ codziennie, z konsekwencją niemieckich ujeżdżaczy.

Niektórzy właściciele koni z czasem stali się ich hodowcami. W stajni Lucjana Kornaka z Korczowa pierwsza była siwa Malwa. Później dołączył do niej wałach. Obecnie w stajni pozostały dwie córki Malwy. Czesław Obszyński z Kolonii Sól zaczął od zakupu dwóch klaczy, Azjatki i Haiti, która pocodzi z cenionej przez hodowców na Lubelszczyźnie linii ogiera Martena. Pan Czesław dochował się dwóch dorodnych różowosiwych źrebiąt. W niedalekiej Soli mieszka Janusz Jakóbczyk, inżynier, na co dzień pracujący w Biłgoraju. Jest właścicielem skarogniadej Karmelity i jasnokasztanowej Bianki. Z niecierpliwością oczekuje na poród u pierwszej. Druga przejawia spory talent do skoków. Zamiłowanie do koni i przyrody zdecydowało, że starsza córka Sylwia wybrała zootechnikę w Lublinie. Często razem wyruszają w teren.

Nieco dalej od Biłgoraja też nie brakuje koni. Większe stajnie są w Lipinach i Harasiukach. Ale to temat na osobny tekst.

Jan Achremowicz

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: