Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 10/2000
Obóz przejściowy w Biłgoraju
W Biłgoraju, tak zresztą jak w każdej innej miejscowości, jest wiele miejsc o bardzo bogatej historii. Warto więc przypomnieć a tym samym przybliżyć te miejsca, najczęściej mało znane, niekiedy po prostu zapomniane. Czasem wiążą się z jakąś legendą, czasem z jakimś faktem radosnym dla miasta, nierzadko z jakąś tragedią.

Biłgoraj ma około 27 tysięcy mieszkańców, jednakże interesujące byłoby wiedzieć ilu z nich wie, gdzie znajdował się pałac właścicieli miasta czy chociażby dom rodziny Isaaca Singera, lub też gdzie w czasie wojny mieścił się obóz przejściowy, gdzie była siedziba gestapo, gdzie było więzienie czy żydowskie cmentarze. Przy okazji spaceru po mieście warto się przecież zatrzymać przez chwilę w takim miejscu, gdzie wydarzyło się coś ważnego.

Z pewnością takim miejscem jest plac po byłym obozie przejściowym w Biłgoraju. Obóz był czynny od kwietnia do lipca 1944 roku. Mieścił się pomiędzy ulicą T. Kościuszki (wówczas ul. Główną), Lubelską, Ogrodową, zaś od strony południowej przylegał do ogrodzenia kościoła pw. św. Jerzego. Teren był ogrodzony wysokim drutem kolczastym, pilnował go oddział Wehrmachtu, ale władza była w rękach gestapo. Obok kościółka była wzniesiona drewniana wieża wartownicza. Na ogrodzeniu była tablica: "Obóz jeńców wojennych". Obóz obejmował więc teren, który dziś zajmuje Przychodnia Rejonowa, Biłgorajskie Centrum Kultury wraz z przyległym placem, fragment dzisiejszej ulicy im. Wandy Wacek - Wasilewskiej (wówczas Frampolskiej) oraz budynek, w którym w czasie wojny była siedziba gestapo aż do ulicy Lubelskiej.

Zorganizowanie obozu w środku miasta było możliwe, ponieważ w tym czasie był to pusty plac, gdyż większość domów w tym miejscu uległa spaleniu we wrześniu 1939 roku, a pozostałe dwa budynki na przestrzeni od kościoła św. Jerzego aż do ul. Lubelskiej zajmowało gestapo. W małym, parterowym budynku obok kościoła, dawnej plebanii, mieściła się część biur gestapo i mieszkania prywatne gestapowców (budynek spalili Niemcy w lipcu 1944 r.) Pozostałe biura, ale też miejsce gdzie przesłuchiwano i katowano głównie schwytanych partyzantów, mieściły się w istniejącym do dziś, piętrowym budynku u zbiegu ulic Wacek -Wasilewskiej i Lubelskiej, zwanym przez Polaków "Mordownią", tam też w piwnicach było tymczasowe więzienie. To właśnie z okien tego budynku wyskoczyła maltretowana Wanda Wasilewska ps. Wacek, żołnierz AK z krzeszowskiej placówki. Wasilewska wskutek tego skoku doznała wstrząsu mózgu i połamania nóg, a mimo to była nadal przesłuchiwana i torturowana. Miasto uczciło jej pamięć, nadając ulicy, przy której był budynek Gestapo nazwę "Wandy Wacek - Wasilewskiej". Na ścianie tego domu została wmurowana specjalna pamiątkowa tablica przypominająca tragiczną historię tego miejsca.

W tym budynku byli też przetrzymywani partyzanci, ujęci w czasie akcji przeciwpartyzanckiej w czerwcu 1944 roku w Lasach Janowskich i w Puszczy Solskiej. Po uprzednich torturach w trakcie przesłuchań zostali oni rozstrzelani 4.07.1944 w lesie na Rapach pod Biłgorajem. Przed egzekucją Niemcy poinformowali o tym ludność miasta specjalnymi obwieszczeniami. Przed rozstrzelaniem związano ich drutem po czterech; mord ten został uznany za zbrodnię popełnioną na jeńcach wojennych. Rozstrzelano wówczas 64 partyzantów (jednemu udało się uciec); ich zwłoki zakopano w lesie, a miejsce zbrodni zamaskowano młodymi sosenkami. Miejsce odnaleziono dopiero miesiąc później i wówczas przeprowadzono ekshumację, a zwłoki pogrzebano na cmentarzach parafialnych ofiar.

W tym obozie przejściowym przebywali Polacy głównie z ówczesnego powiatu biłgorąjskiego, schwytani w czasie tej samej niemieckiej akcji pacyfikacyjnej Sturmwind I i II. Wysiedloną ludność przywożono do obozu, chociaż częściej zmuszano tych umęczonych ludzi do pokonywania odległości, czasem kilkudziesięciu kilometrów, na piechotę. W obozie była przetrzymywana zarówno ludność cywilna, jak i partyzanci. Szacuje się, że przez obóz przeszło ponad 15000 osób, większość z nich wywieziono głównie do obozu na Majdanku, część na roboty do Niemiec, niewiele zwolniono. Ludność cywilna, której nie udało się udowodnić związku z partyzantką, przebywała w obozie z reguły kilka dni, potem ją wywożono z Biłgoraja.

Więzieni tu ludzie byli przetrzymywani pod gołym niebem i na gołej ziemi - dzieci, dorośli i starcy. Na środku placu były wykopane głębokie doły kloaczne osłonięte sosnowymi gałęziami. Dziennie przebywało tu około 3000 - 4000 osób. Ponieważ Niemcy nie zajmowali się żywieniem ludności wskutek tego zajęło się tym społeczeństwo miasta i okolicy za pośrednictwem RGO (Rada Główna Opiekuńcza). Do obozu dostarczano przede wszystkim chleb i mleko dla dzieci. Obóz opustoszał w połowie lipca. 24.07 1944 roku do Biłgoraja wkroczyły wojska radzieckie, dzień wcześniej Niemcy uciekając próbowali zniszczyć miasto podpalając kilka ważniejszych budynków, np. elektrownię. Udało im się spalić parterowy budynek Gestapo, murowany ugaszono.

W tym czasie obóz przejściowy istniał również w Tarnogrodzie, tam również przetrzymywano ludność ze spacyfikowanych terenów w czasie akcji Sturmwind.

Po wojnie Biłgoraj powoli zaczął zmieniać wygląd. Usunięto druty, posprzątano rumowisko. Na miejscu pustego placu pozostałego po obozie postanowiono pobudować już pod koniec lat czterdziestych Dom Ludowy (Powiatowy Dom Kultury), w którym miała mieć siedzibę m.in. biblioteka publiczna, różne związki i organizacje, kino, sala widowiskowa a nawet część początkowo chciano przeznaczyć na pokoje hotelowe. Z kolei w części pomieszczeń w dawnym murowanym budynku, który w czasie wojny zajmowało gestapo, mieścił się przez kilkanaście lat biłgorajski sąd. Na miejscu dawnej plebanii pod koniec lat sześćdziesiątych pobudowano Przychodnię Rejonową.

Dzisiaj po obozie nie ma już żadnych śladów. Pozostały, na szczęście, już tylko zdjęcia i wspomnienia.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: