Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 1/2001
Wacław Żmudzki z Biłgoraja cz. III
Energiczny, pracowity, konsekwentny, utalentowany, zamożny dyrektor Banku Zaliczkowego we Lwowie Wacław Żmudzki przeżywa utratę syna.

Jednak to nie ostatni cios, który przyjdzie mu znieść od tej, którą tak ukochał, której poświęcał siły i syna. W swym wspomnieniu Dębicki pisze tak o ostatnich latach życia pisarza i bankiera: "Zły los jednak nie poprzestał na tym. Bank, na którego czele stał Żmudzki, dokonał już w Polsce Niepodległej jakiejś operacji z ryżem, która ówczesnym czynnikom rządowym wydała się karygodna. Czy była istotnie karygodną - nie wiem. Wiem tylko jedno, że winy Zmudzkiego nie mogło w tym być żadnej. Jeżeli był kto winien, to inni, nie on. Pociągnięto jednak jego do śledztwa, przywieziono do Warszawy i osadzono w więzieniu śledczym, po to aby po kilku tygodniach wypuścić... bez następstw." Jak pisze dalej Dębicki, na dalszy ciąg tragedii rodzinnych państwa Żmudzkich nie trzeba było długo czekać. Przybity bezpodstawnym oskarżeniem pan Waclaw, zerwał wszelkie kontakty ze światem. Jedyna pociechą w tych dniach była myśl o zmarłym synu.

Ponoć codziennie chodził na cmentarz Orląt Lwowskich na mogiłę syna. Ledwie rok po niefortunnym wyroku zmarł biłgorajski pisarz Wacław Żmudzki.

Był to rok, według Krzyżanowskiego, 1924. Natomiast na skromnym zapomnianym grobie rodzinnym, przy samym murze cmentarza Orląt Lwowskich, na tabliczce już zżartej przez rdzę widnieje data 1925. Żona przeżyła męża aż prawie o 40 lat. Zmarła w roku 1964. W "Księdze Bytu", prawdziwie młodopolskim dziele Żmudzkiego, wzorowanym na twórczości Przybyszewskiego możemy rozpoznać wśród parapsychologicznych i filozoficznych rozważań też wątki autobiograficzne, które jakby potwierdzają to. iż Zmudzki przyszedł na świat na ziemi biłgorajskiej.

"O kraju mój polanny. wstęgami modrych rzek przepasany, a smutnemi źrenicami bławatów w niebo patrzący!
Jako skrzętna pszczoła miód z wszelakiego kwiecia, tak i ja tęsknotę z ciebie zbierałem.
I z mrocznego pogwaru twych borów sosnowych, które w uparną godzinę południa ponad żółte rozłogi smutnych płach piaskowych szła sobie wieści tajemne - o Południcy, co z mrocznej ich głębi na pola pomyka, by sine wargi spragnione w świeżej krwi umoczyć...
I z pożegnalnego jęku żurawi, prujących krwawą piersią purpurę zachodu...
I z cichego smętku wieczornej tęsknicy, co siadłszy na zapomnianej mogile, z twarzą w dłoniach, w żałobnym płaszczu rozpuszczonych włosów, wplata w przędziwo dum żałobnych w gasnące promienie dnia, rozsuwając je ponad dalekie pola, we mgle opałowej zachodu tonące..."

Andrzej Czacharowski

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: