|
Kiedy wuj wsłuchiwał się
w słowa legendy zapisanej piórem pracowitego franciszkanina,* nagle rzeki:
- Słyszałem w młodości tę
historię o dzwonach. Gdzieś w pamięci zagrzebane, dzisiaj znowu, chociaż
cichutko, ale jeszcze dzwonią.
Cisza w sosnowym borze układała
się widmami promyków słońca. Świetlane, tęczowe mlecze wstającego dnia
powycinane iglanymi szpilkami i dębowymi liśćmi delikatnie układały się
na trawach rozległej polany. Wczesne ptaki w pajęczynach okropionych rosą
rozbijały swoje trele. Polana jak tygiel trawiastej zieloności, wykrojona
szemrzącym strumykiem, tuliła się nocnym skwarem dnia, srebrzystością poranka
i cleniem wyczekiwała odejścia rzadkich mgiełek.
Dwóch pastuchów, których
ledwie było widać spod trawiastych kobierców, przeciągało w bialutkim dymie
ogniska. Bór jak codzień zrzucał z siebie, brykającymi zającami, pędzącymi
samami, rogami jelenia, brzemię nocy.
Pastuszkowie przebudzili
się.
Sprawdzali
jeszcze zaspanymi oczyma liczebność małego stadka. Ich pies zaczął swoją
wędrówkę wokół polanki, sprawdzając ślady nocnych eskapad wystraszonych
światłem ogniska drapieżników. Wszystko tchnęło spokojem. Zaspana fujareczka
jednago z chłopaków raźnie dotrzymywała kroku ptaszym koncertom.
Puszczane ostępy przyrodnymi
dźwiękami powtarzały odwieczną symfonię łamanych gałązek, trzepotu ptactwa,
nagłych furkotów, przerażenia i ciszy. W polanowej zieloności zdało się
nagle słyszeć jakieś obce dźwięki. Ich słodycz brzmienia usłyszał najpierw
wiejski flecista, kiedy dziwne tony dostrajały się do nutek fujareczkl.
Przerwał swoją pleśń i zaczął nasłuchiwać.
- Co to może być? Skąd dochodzi
ten dźwięk? - pytał wystraszony swego towarzysza.
Podnieśli się szybko z legowiska
i ruszyli na skrą) lasu, skąd dwa tajemnicze tony wolały jakby do nich:
"Idź tu, idź tu..."
Chłopcy biegli. Ich wystraszone
twarze z natchnieniem lgnęły do tajemniczej muzyki. Dotarli do ogromnego
dębu. Jego prastare konary były Jednak puste. Niczego nie dostrzegli. Jednak
muzyka miała tutaj swoje źródło. "Idź tu, idź tu." było wyraźnie słychać.
Chłopcy biegali, przystawali, nasłuchiwali, i ten pierwszy, muzyk od fujereczki,
przystanął. Oczarowany widokiem aż potknął się l upadł.
Obok, na wspaniałej, starej
sośnie, na je) potężnej gałęzi, w tajemniczy sposób poruszały się dwa złote
dzwony. Blask ich bil w oczy. Roztapiały zieloność l brązy i wyraźnie już
głośno wołały: "Idź tu, idź tu, idź tu... Chłopcy zupełnie stracili pewność
siebie. Sprytne pastuchy, omotane dźwiękiem złotych, nieziemskich stworów
nie mogły wydobyć z siebie słowa. Oniemieli wpatrzeni w jasność, wtopieni
w muzykę zamarli. Po dobrej chwili jeden z nich ocknął się. Zdążył tylko
krzyknąć:
- Lecę do wsi, do dworu!
Ten, który został, zupełnie
poddał się cudowności chwili. Oniemiały nieziemskością wydarzenia, w uniesieniu
wsłuchiwał się w te dwa tony. Chciał objąć drzewo, utulić go. Kiedy bliżej
podszedł do pnia sosnowego, oblała go tajemnicza słodycz l omdlały wpadł
w półsenny letarg... A dzwony dalej pisały nutkami piosenkę:
"Idź tu, idź tu, idź tu..."
Na polanę zaczęli
wysypywać się ludziska. Zawiadomieni przez pędzącego
parobka, porzucali gospodarskie zajęcia i z niedowierzaniem kroczyli na
wskazane miejsce. Kiedy tak kroczyli i biegli. Im bliżej polany, słyszeli
dziwną melodię. Dzwony żyły swym nieziemskim rytmem. Stały się wyraźnym
drogowskazem dla gawiedzi. Wszyscy, na czele z właścicielem dworu, stawili
się na miejsce. Polana zaroiła się od ludzi. Oniemieli wpatrywali się w
nieziemskie zjawisko. Podniesiono omdlałego chłopa, ocucono go, i kiedy
ten klęknął przed drzewem, cała gromada runęła na ziemię.
Dzwony jeszcze chwilę wykonywały
swój tajemny koncert, aż nagle pierzchły oblane obłokiem. Zamarła cisza
otworzyła usta zebranym. Ciżba czekała. Leśne kwiatki odwróciły swe korony
i płatki w stronę sosny. Ptaki nie śmiały usiąść na jej gałęziach. Dziki,
samy, niedźwiedzie przystanęły na skraju puszczy, w drugich rzędach czekały
na ciąg dalszy.
Nagle głuche westchnienie
obiegło niemą polanę. Nad strumykiem, pod sosną ukazała się postać kobiety.
Jej stroje proste w bieli i błękicie osiadły nisko nad wodą. Piękna twarz
z uśmiechem troskliwym wpatrywała ślę w zgromadzonych. Lud patrzył. W modlitewnym
geście otaczał wzrokiem tę postać kobiecą. Jej ufne spojrzenie zniewoliło
wszystkich. Nikt nie śmiał drgnąć. Jej usta w pewnej chwili zaczęły się
poruszać. Glos jednak nie trafił do uszu gawiedzi. Tylko mały grajek, który
pierwszy usłyszał dzwony, poruszył się nerwowo i na kolanach sunął do Cudownej
Pani. Ona mówiła. Chłopiec wsłuchiwał się w każdy dźwięk. Nie trwało to
długo. Postać poczęła się rozmazywać przed oczami zebranych. Jej troska
wymalowana na obliczu roztapiała się wolno w pamięci dzieci, kobiet, chłopów.
Odchodziła w zaświaty. Jej wybraniec, rozmówca, tkwił na miejscu, cudownie
blady z zamkniętymi oczyma, klęczał.
Ludzie zrozumieli, że to
koniec cudownego spotkania. Zaczęli wstawać z kolan l obstąpili wybrańca.
Kolejne pytania sypały się na głowę chłopca. Ten milczał. Dopiero kiedy
podszedł doń właściciel dworu, rzekł:
- Mówiła, zęby się modlić,
żeby pościć, żeby żałować za grzechy... Urwał i zemdlał.
Polanka, na której wszyscy
byli świadkami cudownego zdarzenia, stała się ruchliwym miejscem. Ludzie
często, w oczekiwaniu na powtórne cuda, przybywali w te puszczańskie ostępy.
Chłopiec, który rozmawiał z Tajemniczą Panią, uważany był w wiosce za kogoś
świętego.
Pewnego dnia przyjechał
do dworu z odległego Lublina ksiądz i długo rozprawiał z chłopakiem. Po
tej rozmowie rozgłoszono, że w Puszczy Solskiej objawiła się św. Maria
Magdalena. Wieść dotarła do włodarza puszczy, kanclerza Jana Zamoyskiego,
który kazał w miejscu cudu wznieść kaplicę, upamiętniającą cudowne nawiedzenie.
Stanął później w tym miejscu wspaniały franciszkański klasztor opiekujący
się tajemnicą miejsca słynącego, za sprawą Marli Magdaleny, licznymi uzdrowieniami
płynącymi ze źródła, nad którym wybudowano kaplicę.
Andrzej Czacharowski
) O. Cezar Czesław Baran
franciszkanin: Klasztor i kościół oo. franciszkanów w Puszczy Solskiej:
Warszawa 1967 Archiwum Franciszkańskie
(powyższy tekst jest scenariuszem
audycji telewizyjnej, której celem jest ukazanie historii Puszczy Solskiej)
|